6.04.2017

„Szaleństwo to wspaniała zabawa” V. Woolf




Tuż po powrocie z terapii otworzył butelkę piwa i myślał już o kolejnej nie zrobiwszy nawet pierwszego łyka. Alkohol go uspokaja równocześnie wyzwalając emocje. W gabinecie nie miał nic do powiedzenia. Jego życie jest monotonne i nawet tygodniowy urlop nie naładował jego baterii. Wręcz przeciwnie. Wrócił przybity do swojej rzeczywistości, codziennych schematów.
Milczenie na terapii nie zawsze przechodzi. Co byś nie zrobił, to Anna przetrawi i jebnie ci interpretacją między ślepia. Burczy ci w brzuchu – podświadomość się odzywa i głód ci mówi, że masz iść. Ziewniesz – podświadomość brzęczy, że gadać ci się nie chce. Chce ci się siku – podświadomość przemawia, że masz spierdalać.  Czasami zastanawia się, które z nich jest bardziej pierdolnięte.
- Chciałby pan mieć kogoś, kto żyłby tylko dla pana?
- Nie, to za duża odpowiedzialność. – odpowiada i sam nie wie, czy mówi prawdę.
- Dlatego porzuca pan wszystkie więzi?
- Nie robię tego. – mówi i myśli: odpierdol się ode mnie.
- Nie tym były próby samobójcze? Próbą odcięcia się od ludzi?
- Raczej od życia, które mi się nie podoba.
Milczy dłuższą chwilę zapatrzony w okno.
- Ludzie mnie wkurwiają. Dlaczego nie mogą się odpierdolić i po prostu pozwolić odejść?! Wywołują poczucie winy. Nawet nie możesz się zabić, bo im źle będzie, jojczą i marudzą, jakby to było czegoś warte.
- Martwią się, kochają.
Ja też. Myśli wciąż gapiąc się w okno. Ale najchętniej wykurwiłbym teraz przez to okno. Fiuuuuu. Rozjebał się na dole. Ale tu za nisko. Lądowanie na trawie i wstyd kolejnej porażki.
- Oglądałem wczoraj film. „Godziny”. Jeden z bohaterów mówi do Meryl Streep, że przez lata żył dla niej i chciałby żeby pozwoliła mu wreszcie odejść, po czym wyskakuje z okna. Jak ja mu zazdrościłem, że mu się udało.
Anna patrzy na niego z lekkim wytrzeszczem, a on uśmiecha się do niej i mówi:
- Niech się pani nie obawia, upokorzenia z ostatniego pobytu w szpitalu na długo wybiły mi z głowy takie głupoty.
- Jakie upokorzenia?
Czy ty byłaś, kurwa, kiedyś w psychiatryku? Spędziłaś chociaż jedną noc pośród obcych ludzi pierdolących o koszyczkach z diabłami, wyjących godzinami, szepczących modlitwy, których nikt nie wysłucha?!!!!! Próbowałaś się załatwić w kiblu bez klamki, gdy sprzątaczka wchodzi sobie jakby nigdy nic mówiąc, że ona tylko po mopa?!
- Skończmy na dziś. – mówi i wychodzi.

23.03.2017

Rozmowy przy pracy i lgbt

Sabina: Wiesz, że w nowej Pięknej i Bestii Disnay'a będą pedały?!
Mrówka: Wiesz, że w Pięknej i Bestii jest antropomorficzny byk świrujący z młodą dziewczyną??? To Cię nie dziwi? Naprawdę przejmujesz się dwoma tańczącymi ze sobą facetami?
Sabina: Ale pedały!
Mrówka: Ja jestem pedałem! Co w tym kurwa złego?!
Sabina: Eeeeeeee noooo eeeee oj.
Mrówka: Acha.

20.03.2017

Wspomnienie

Przypomniał się Mrówce dzień spędzony z Księżycową. Była wtedy małym chorym bąblem leżącym w łóżku. Mrówka robił jej herbatę, gdy zawołała go do siebie.
K: Toooomeeek.
M: Coooo?
K: Chodź tu.
Mrówka poszedł do niej i przysiadł na skraju łóżka.
M: Co się stało?
K: Porzygałam się.
Mrówa rozejrzał się wokół, ale niczego nie zauważył.
M: Gdzie?
K: Siedzisz na tym.

10.01.2017

Później

Urlop się skończył, a z planów nic nie wyszło. 3 tygodnie ciszy przepełnionej brakiem słów, choćby małych, jeszcze kanciastych i nieodchowanych. Noworoczne życzenia zdawkowe. Coś o spokoju ducha i książkach. No i pozdro dla kota.
Pierdol się.
O obiecanym spotkaniu zawzięcie milczymy. Gdzieś wyparowała namiętność i pożądanie, a może zmieniły obiekt zainteresowania. Skoro chłodem powiało, to w odwecie zionę mrozem, niech na siebie puchówkę włoży, gdy będzie czytał, żeby sobie dupy nie odmroził.
Wkurwia zielona kropka przy zdjęciu, w którą czasami się wgapiam z głupią nadzieję, że może jednak... uśmiech przygłupa, głowa przechylona w lewo, jakbym pół mózgu w tym zapyziałym łbie tylko trzymał... reszta w słoiku, na później.

8.01.2017

?

Wyszedł na zakupy. Pierwszy porządny śnieg tej zimy skrzypiał pod butami aż zęby drżały, ale nie przywołał żadnych wspomnień. Czuł się totalnie pusty, jakby nie przeżył żadnej zimy, a jeden łyk piwa przywraca coś z dzieciństwa, coś tak ulotnego, że nie potrafi tego uchwycić, ale wie, że to coś nieprzyjemnego.