29.04.2015



Zrobił sobie dziś wolne od codziennego życia. Nie poszedł do pracy. Nie napisał ani jednego słowa ostatniego rozdziału nie swojej magisterki. Nie oddzwonił do Pentagonu. Za to kupił Szczęściu jedzonko bez zawartości zbóż, kocie smakołyki, by nagradzać Szczęście za poprawne zachowanie, a nawet Akyszka, by nie drapało zawzięcie kanapy i oczywiście cała furę nowych zabawek. Na jedną z nich Szczęście zareagowało dosyć dziwnie – wędka z piórkami i dzwoneczkiem została porwana natychmiast po rozpakowaniu, a przy jakiejkolwiek próbie zbliżenia się w celu zainicjowania zabawy następowało przeciągłe warczenie. Szczęście dostało też krzaczek koperku, który został już częściowo skonsumowany, a jego resztki poutykane w strategicznych miejscach.

Dla mrówki z zakupów pozostały dwie butelki wina, kilka piw, ser pleśniowy, temperówka, srebrna ramka do zdjęć, krem do rąk i dwa jabłka. Jednego wina już nie ma. Z ramki patrzy na niego uśmiechnięta Księżycowa z rozwianymi włosami. Otwiera piwo i myśli, że pewnie wygląda już zupełnie inaczej, przecież wkracza w nastoletnie życie i to zdjęcie sprzed lat, jest jedynie wspomnieniem dziewczynki, którą była, gdy je zrobił. Czasami zastanawia się, jak wygląda jego druga siostrzenica, jak się zachowuje, co już potrafi, czy jest zdrowa, czy zaakceptowałaby go, gdyby pojawił się kiedyś w jej życiu.

Otwiera kolejne piwo i zastanawia się, jakby to było, gdyby nie był taki zjebany. Zdaje sobie sprawę z tego, ze rozpamiętywanie przeszłości niczego nie zmieni, ale gdzieś tam w zakamarkach pamięci szuka siebie i stara
się odnaleźć emocje i to, co sprawiało, że był Tomkiem, a nie jego cieniem.

kwietniowe mamrotanie 2010 - 2014



czwartek, 29 kwietnia 2010 21:21
Czuję się w sobie strasznie zapętlony. Nie potrafię wrócić na pozycję, w której się znajdowałem przed ubiegłorocznym latem. Świat wywrócił mi się do góry nogami przez te 6 miesięcy i teraz nie mogę odnaleźć się w pojedynczym życiu. Drzewa strzeliły kwiatami, a ja dziczeję na ulicy. Tęsknię za ogrodem, za leżeniem w trawie z książką, za świecami na stoliku pod czereśnią i debatami w mroku. Tęsknię nawet za schodami, które notorycznie próbowały mnie zabić, a przynajmniej połamać. Tęsknię za spadaniem z nich. Tu jest nijak. Dziesiątki osób zamkniętych w betonowym pudełku. Brak przestrzeni. Brak możliwości wyjścia boso w poranną rosę. Nasze pierwsze lato w domu z ogrodem, kojarzyć mi się zawsze będzie z okrutnym upałem, który na strychu nie pozwalał normalnie funkcjonować; temperatura osiągała apogeum, susza kładła się żółcieniami na trawie, a drzewa nie dawały schronienia w swym cieniu. Kładliśmy się w kuchni na płytkach, a nasze ciała próbowały odebrać im chłód. Pewnego wieczoru usłyszeliśmy deszcz uderzający o szyby. Wybiegliśmy przed dom i tańczyliśmy z radości niczym indiańscy szamani. Naiwnie wierzyliśmy, że tak będzie zawsze, że święta trójca na wieki pozostanie razem. Gdzie mam teraz tańczyć w letnim deszczu? Na rzygowniku, który ktoś, zapewne przez pomyłkę, zamontował zamiast balkonu? Wszystko nie tak...
czwartek, 29 kwietnia 2010 20:53
W ostatecznym rozrachunku jestem osobą, która potrafi wyrządzić zło. Nigdy świadomie nie próbowałem nikogo skrzywdzić, lecz mimo dobrych intencji, w potrzebie potrafiłem być do cna egocentryczny, wręcz okrutny. Byłem kimś, kto potrafi, uciekając się do wiarygodnej wymówki, zadać osobie, na której mu zależało, ranę nie do zagojenia.
[Haruki Murakami - Na południe od granicy, za zachód od słońca]

piątek, 29 kwietnia 2011 11:02
Jula: Nikt mnie nie nauczył bliskości. Ja nie wiem, czy mi jej brakuje, czy nie. Nie znam jej.
Mrówka długo myśli o Julianie. Zastanawia się kim on jest. Był taki moment w życiu Mrówki, że podejrzewał Julę o nieziemski egoizm, o to, że „przyjaźni się” z Mrówką, gdyż ma w tym interes – Mrówka pisał mu eseje, referaty i tym podobne rzeczy, na które Jula nie miał ochoty poświęcać swego czasu i wysiłku. Łechtał przy tym mrówczą próżność słowami – Ty to napiszesz znacznie lepiej, Tobie tak łatwo to przychodzi, jesteś w tym dobry, najlepszy.
Mrówka jest istotą z gruntu podejrzliwą i zawsze myśli, że nie można go lubić ot tak, za nic, że jeśli nie będzie udowadniał na każdym kroku, że wato go mieć gdzieś blisko siebie, bo może się przydać, to ludzie odejdą, zapomną. Ale przecież Jula jest. Trwa przy tych wszystkich fanaberiach. W najtrudniejszych momentach wpada z torbą krówek, lub owocowych ciastek i parafrazując Muminka mówi – Nie płacz już, tylko zjedz kilka ciastek.
Czasami Jula znika na kilka tygodni. Zatraca się w jakiejś chwilowej znajomości, czerpie z niej pełnymi garściami, by w chwili, w której trzeba zdecydować, określić jej znaczenie, wyskoczyć z niej jak poparzony. On jest jak kot, do nikogo nie należy, ale ma swoich wybrańców, o których lubi się ocierać, pomrukując przy tym cichutko. Mrówka przy nim z całym swoim dystansem, wycofaniem i strachem, jest jednak jak York, podskakuje, poszczekuje, pakuje się na kolana, liże po dłoniach i twarzach.
Podobne doświadczenia dzieciństwa, ukształtowały dwóch na pozór różnych ludzi. Jula również ma żal do ojca, ale nie za to, jaki był, a za to, że odszedł, że nie chciał patrzeć jak dorasta, nie chciał go poznać. Mrówka czasami myśli, że przez to Jula ma trudność w kontaktach z drugim człowiekiem, że nie pozwala sobie na przywiązanie się do kogoś, bo każdy może zniknąć pewnego dnia o świcie. Ten z pozoru twardy facet, trzęsie się w środku ze strachu, że ktoś znów mógłby go zostawić z milionem pytań bez odpowiedzi.

piątek, 29 kwietnia 2011 21:16
Jako Mrówka rzekł, tako uczynił. Znalazł, wrzucił i daje tę piosnkę Wróżce Fus Fus. Wersja niestety lipna, gdyż ze starej płyty, nigdy nie wydanej, przez wielu zapomnianej, ale ile się Mrówka niegdyś przy tych słoniach naskakał:)
piątek, 29 kwietnia 2011 11:03
Mrówka wreszcie się wyspał. Sam w swoim wąskim łóżku, przytulał się do poduszki i wyobrażał sobie tylko ramiona, które wcześniejszej nocy go odrzucały, powodowane gorączką. Mrówka czasami nieświadomie przez sen oplata Ka niczym bluszcz. Czasami tym przytuleniem, zatuleniem, otuleniem dusi wręcz, pozbawia pola manewru.
Może właśnie taki jest Mrówka. Może przytłacza swoją osobą. Może jest jak chwast, próbujący zawłaszczyć sobie całą przestrzeń, uzurpujący sobie prawo do wyłączności.
piątek, 29 kwietnia 2011 11:02
Mrówka przyzwyczaił się do wczesnego wstawania. Kiedyś potrafił spać przez pół dnia, by buszować po nocach. Teraz o 6 otwiera oczęta i nawet na urlopie wymyśla sobie zadania.
Gdy zakupił uroczy, stary kredens z błogim uśmiechem ustawiał na nim książki. Postanowił zrobić w nich porządek i poukładał je alfabetycznie, tylko po to, by dwa dni później przestawić je wedle wydawnictw, a dzisiejszej nocy nowa myśl – poukładam je wedle uwielbienia. Jak pomyślał, tak uczynił.
Rano prał czyste ubrania. Dwa tygodnie zalegania w komodzie, zapewne sprawiły, iż są już nieświeże.
Odkurza, myje podłogi, wyciera kurze, przestawia naczynia w kuchennych szafkach, tak, że Gwiazda wścieka się nie mogąc znaleźć rano talerzy.
Dopiero, gdy usiądzie zmęczony z kubkiem kawy, zapala papierosa i zdaje sobie sprawę, że to wszystko, to odganianie smoków, które krążą nad nim niestrudzenie. Smoków, które poniekąd sam wymyśla. Żeby za dużo nie analizować, nie myśleć, nie mrówkować, włącza muzyką tak głośno, jak się tylko da i wykonuje swoje codzienne czynności, poszerzone o nowe działania, zakrawające na lekką psychozę.

2012

Zmiany

Coś mnie podkusiło, aby odwiedzić stare miejsca. Miejsca, w których bywałem, gdy przyjeżdżałem do Miasta Piernikiem Pachnącego jeszcze za czasów liceum. Sentymentalną podróż rozpocząłem wejściem do Starego Anioła i odechciało mi się wszelkich sentymentów. Z klimatycznej piwnicy, którą pieściłem w pamięci, miejsce to zamieniło się w dresiarskie coś o koszmarnym wyglądzie. Stary Anioł, to Upadły Anioł...
Jedynie Tratwa wciąż bez zmian gościnna, przyjazna i wspomnieniami okraszona...
2013
Dni spędzone nad jeziorem schowanym w lesie wypełnił grzebaniem w sobie. Zastanawiał się za czym tęskni, czego potrzebuje, by się obudzić, by zacząć żyć tak, jak mógłby, gdyby nie.
Dni spędzone w otoczeniu gromadki mniej lub bardziej znanych mu postaci, uświadomiły mu, że wśród ludzi żyć już nie potrafi. Starał się być niewidoczny, a gdy podenerwowanie osiągało apogeum, zabierał książkę, gruby koc i szedł nad jezioro, gdzie spędzał godziny na czytaniu, nie mogąc się jednak na nim skoncentrować. Zastanawiał się dlaczego nie potrafi już wyrażać swojego zdania, dlaczego, gdy heteryczka wmawiała mu, że życie geja jest zajebiste, miał płacz na końcu nosa i przerwał w pół słowa nie kończąc myśli, że chciałby urodzić się chłopcem heteroseksualnym,
że oddałby za to wszystko, choć nic już nie ma do oddania.

Obserwował dwóch chłopców zakochanych w sobie po uszy i po cichu zazdrościł im początku miłości, tej łatwości z jaką się rozumieją, błyszczących oczu, gdy na siebie patrzą, przelotnych muśnięć i pocałunków. Przypominał sobie jak zaczynali z Ka, jak bardzo byli siebie ciekawi. Pamięta zasypianie przy nim i wsłuchiwanie się w jego oddech, ze strachem, że za chwilę go nie usłyszy. Chodząc wokół jeziora, gdzieś w środku opowiadał mu o tym, jak wspaniałe były wyprawy na ryby z ojcem, bratem i siostrą, gdy jeszcze był mały, gdy nic nie zapowiadało porażki jego życia. Snuł historyjki
o łapaniu żab do wiaderka i zwiedzaniu starego młyna, o budowaniu szałasów, hodowaniu jaszczurek i pająków, a na koniec opowiedział mu
o śmierci dziadka, którego bardzo kochał i tym, co działo się później; o tym jak mama zaciągnęła go do kochanki dziadka, by publicznie prać rodzinne brudy; o powrocie ojca w środku nocy i pudełku kredek, które przywiózł mu z wyprawy do Berlina; o tym, jak szedł za trumną i nie do końca wiedział, że to koniec.
27.04.2014
Dawno nie uciekał tak intensywnie. 

Pierwszy trzeźwy dzień uświadamia, że nie pamięta kiedy ostatnio brał leki. Trzęsące się dłonie i napady płaczu niby bez przyczyny. Żeby cokolwiek poczuć ranił siebie i pozwolił robić to innym. 

Telefon z odległego kraju przypomina mu, że potrafił być szczęśliwy z drugim człowiekiem. Uśmiecha się na myśl, że za niewiele ponad 3 miesiące znów staną naprzeciw siebie. Beczy, bo zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskni. Słucha słów, którymi się pragnie nakarmić na zapas, choć nie wierzy w miłość, nie w taką, choć właśnie w tę przecież chciałby wierzyć, w tę niewinną, bez seksu i zazdrości, bez wymagań poświęcenia się dla drugiego człowieka, zatracenia siebie, by spełniać oczekiwania.

Chciałby już mieć te zielone oczy przed sobą. Chciałby się wtulić i poczuć bezpiecznie. Móc mówić o wszystkim co ważne i błahe. Iść na spacer i pić oranżadę. Przy nim wszystko jest takie proste i naturalne. Przy nim wszystko, co roztrzęsione uspakaja się...

podsumowanie dnia

Ludzie mnie wkurwiają!
ja pewnie wkurwiam ludzi.
Ot, tak się uzupełniamy.

07.04.2015

Stetoskop, czyli trudne słowo i neologizmy mrówcze



Piotr: Przeżyłeś lekarza, widzisz, nie było tak źle.
Mrówka: No, ale dotykał mnie tym zimnym badadełkiem i to było nieprzyjemne.
Piotr: Czym cię dotykał? 
Mrówka: No tym do badania.
Piotr: Dobrze, że nie miał strzykadełka.