31.03.2012

różówe

butelka wina już nie wystarcza.... świadomość wciąż na takim samym poziomie. myśli jednak łagodne, spokojne, wybuchy śmiechu do zachrypnięcia i łez. niby zewnętrznie wszystko w normie, a jednak wewnątrz tak chujowo.
jestem przedmiotem. co zrobić, by stać się podmiotem?

29.03.2012

Nie kocham życia 1

Silna potrzeba ucieczki ze wszystkich miejsc zewnętrznych, gdzieś tam do wewnątrz, by móc bez krzyków i oceniania rozpaść się na fragmenty, rozłożyć siebie samego na czynniki pierwsze, z których niekoniecznie uda się złożyć całość. Próba utraty wszelkich sił i obserwacja postępującego rozpadu własnego świata. Jak dalece mogę przestać istnieć? Czy niechęć do życia i ciągłe pragnienie właśnie nieżycia, to myśli o samo destrukcji, samounicestwieniu, odejściu w ostatecznym znaczeniu? Raczej nie w moim przypadku, gdyż raz nieudana próba skutecznie onieśmieliła wszelkie zapędy, strach nie pozwala posunąć się zbyt daleko.
Nie kocham życia. Prędzej mógłbym powiedzieć, że pałam do niego nienawiścią, ale może to nienawiść do siebie za to, że żyć nie potrafię. Kiedyś myślałem, że życie to coś na zasadzie pocałunku i wrodzonej pierwotnej umiejętności, spotkanie warg, języków, śliny i to cudowne podniecenie z tego wypływające. Myślałem, że to jest we mnie i się obudzi, zacznie działać, że będę wiedział co robić. Jest jednak zupełnie inaczej. Nie wiem, co robić. Każdego dnia coraz bardziej się we wszystkim gubię, nie widzę sensu, nie mam celu, bo celu nie może przecież stanowić samo przetrwanie, przeżycie. Bo jeśli tak, to ja nie chcę przeżyć.

25.03.2012

Wiosna

Zdawał sobie sprawę z tego, że wiosna nie przyniesie zmiany samopoczucia, choć miał cichą nadzieję na jakiś uśmiech nieśmiały, na zachwyt nad słońcem i kiełkującymi pąkami na drzewach; myślał, że zapach ciepłego powietrza oszołomi zmysły. Wszystko jednak w nim śpi. Tylko lęki czuwają niestrudzenie i wychylają swe pyski pełne drobnych ząbków, gdy zamyka oczy. Budzi się w środku nocy zlany potem, wystraszony opuszcza na podłogę bose stopy i drepczę w tę i z powrotem, od ściany do ściany, jak ryś w klatce. Przypominają się słowa – Co ty masz z tymi uszami, że zawsze musisz je przykryć przed snem? Śmiesznie wyglądasz, gdy spod kołdry wystaje ci jedynie nos. Chciałby zapomnieć. Wszystko zapomnieć, ale jak tego dokonać, skoro ktoś nieustannie wraca, jak jebany bumerang. Staje przed nim cały piękny i uroczy, w najlepszych ciuchach, z olśniewającym uśmiechem i błyskiem w oczach. Twarz ujmuje w dłonie i kołysze słowami, by później z zaskoczenia wbić szpilkę pomiędzy żebra. Gdy coś nie idzie po jego myśli gotów jest pocałunek zamienić w ugryzienie, które rozszarpuje wnętrzności. Ma pogryzione serce. Pogryzione, przeżute i wyplute. Jakże żenująco to brzmi w ustach dorosłego faceta.
Czuje się zamknięty w swojej skorupie, która z dnia na dzień staje się coraz grubsza. Z nikim nie chce rozmawiać, bo i nie ma o czym. O sobie przecież nie będzie mówił. Ostatnio, gdy próbował to robić usłyszał w odpowiedzi: Przydałoby się żeby cię ktoś ostro przerżnął. Od razu zrobiłoby ci się lepiej.

24.03.2012

Bo masz minę jak srający kot

To był ciężki tydzień. Padały słowa, których się Mrówka nie spodziewał. Oberwał z każdej strony i miał wrażenie, że to się nigdy nie skończy, ta lawina niepowodzeń, obrzydliwości, które na niego spływały. Myślał, że tego nie wytrzyma, ale wytrzymał. Okazuje się, że człowiek może znieść wszystko i to jest chyba najgorsze. Właśnie to, że jest w stanie znieść tyle upokorzeń, obelg, kłamstw. Że przez jakiś czas ma się wrażenie, że się jest martwym, leży się w łóżku i bezmyślnie gapi w ścianę, sufit, drzwi… a później trzeba wstać i iść dalej, choć nie ma się siły na podniesienie głowy. Wkręcić się w trybiki… praca, dom, praca, dom… tylko to wszystko tak bardzo nie ma sensu.

18.03.2012

Dyndadełko

Sasza: Jak będziesz miał trudny dzień, to zobacz – pokazuje rzemyk z dyndadełkiem obwiązany wokół nadgarstka – To słonik, przynosi szczęście.
Mrówka: I co, mam Ci zazdrościć?
Sasza: Nie, Ty też możesz mieć szczęście… możesz mieć je w sobie.
Mrówka: Ta, najlepiej wsadź mi tego słonia od razu w dupę.

Z grubej rury

- Niedawno padłbyś na kolana żebym do ciebie wrócił.
- Nauczyłem się ostatnio przyjmować pozycję klęczącą jedynie, gdy na linii wzroku pojawi się coś ciekawego do polizania i jedynie po to, by lizać, a nie robić z siebie kretyna.
- Tak, lepiej zrobić z siebie dziwkę.
- Lepiej zrobić ją z siebie samemu, niż pozwolić by zrobił ją ze mnie ktoś inny.

15.03.2012

Pomoc

Mrówka próbuje pozbierać papiery ze stołu i nerwowo upycha je do teczki, w międzyczasie połowa ląduje na podłodze, pod stół turlają się długopisy, reszta kawy się rozlewa…
Podopieczny: Pomóc Ci jakoś?
Mrówka: Chcesz mi pomóc, to mnie zastrzel!

Wesoły podopieczny

Wesoły podopieczny z ostro zaburzoną motoryką, próbuje wstać z fotela.
Podopieczny: Ej, no weź pomóż kalece, a nie stoisz i się gapisz.

11.03.2012

Kultura Śmietnikowa

Dziś Mrówka otrzymał romantyczne zaproszenie do łóżka:
jakies jebanie?
Możesz jebnąć łbem o ścianę - pomyślał. Jak pomyślał, tak też odpisał.

Mrówka kontra Strażnik Miejski

SM: Dobry wieczór. Dokumenty poproszę.
Mrówka: Nie posiadam.
SM: W takim razie imię i nazwisko.
Mrówka: Eliza Orzeszkowa.
SM: Prawdziwe dane poproszę.
Mrówka: Ależ one są prawdziwe, to integralna część mojej osobowości. Takie czasy panie władzo, że płeć nie istnieje.
SM: Skończ te pedalskie bzdury i podaj nazwisko.
Mrówka: O, pan władza zauważył. – powiedział Mrówka zalotnie. – Czyżby też był branżowy?
SM: Jeszcze słowo, a oberwiesz pałką.
Mrówka: To groźba, czy obietnica?

Odmienne pragnienia

Mrówka: Moglibyśmy iść do Green Way’a jeśli jest znów otwarty .
Sasza: Dobra, ale później do McDonalda coś zjeść.

08.03.2012

Głupie pytania

Po dwóch tygodniach udało mi się skończyć malowanie. Sasza na tę okoliczność przyniósł mi bukiet dziwacznych tulipanów i wino. Siedzieliśmy na podłodze i dwie godziny rozmawialiśmy o filmach. Nie potrafię go rozgryźć choć mieszka z nami już od kilku tygodni. Czasami wraca późną nocą, włącza smutne melodie i wtedy słyszę jak Sasza płacze.
- Sasza, my friend, poświęciłbyś swoje serce w zamian za spełnienie wszelkich marzeń? – zapytałem.
Długo zastanawiał się nad odpowiedzią, poczym wygłosił to, co miał do powiedzenia.
- Serce to jedyne co mam, co trzyma mnie przy życiu. Nie oddałbym go za nic.
- A sława, pieniądze, talent, wieczne powodzenie? – pytałem dalej.
- Nie. Niczym byś mnie nie przekupił. – odparł bez namysłu.
- Kobieta? – badałem grunt wczuwając się w rolę Wolanda. – Oddałbyś serce za uwielbienie jednej kobiety?
- Nie. – kolejny raz zaprzeczył robiąc przy tym zniesmaczoną minę. – Całe stado kobiet u mych stóp nie zmieniłoby mojego zdania. Bez niego zapomniałbym kim jestem. Stałbym się jeszcze bardziej nikim niż teraz jestem. A ty, oddałbyś je za coś?
- Tak. Za jeszcze jedną butelkę wina i zdrowie psychiczne.

Sasza poszedł po drugą butelkę.
- Dawaj serce. – powiedział wręczając mi trunek.
- A zdrowie psychiczne?
- Rano obudzisz się normalny jak nikt na świecie. – powiedział i pstryknął palcami tuż przy mojej skroni. – Swoją drogą, co byś wolał – żeby obcięli ci fiuta, czy nogę?
- Nogę.  – odpowiedziałem wystraszony bez chwili namysłu.

04.03.2012

cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał mi: nie pisz do niego!

Przywiąż mnie do karimaty i mów brzydkie słowa po niemiecku!
SUIVANTE: Sadomasochistyczne zapędy?
Mrówka: Prawda, żart, ironia, półprawda…
SUIVANTE: Żadna odpowiedź nie jest prawidłowa. Wosk czy kneblowanie?
Mrówka: Prawidłowe odpowiedzi nie istnieją. Jeśli jest wybór… kneblowanie ;p
SUIVANTE: Też jestem za kneblowaniem. Myślę, że pasuje do karimaty i niemieckiego, dopełnia obraz.
Sport: piłka nożna
SUIVANTE: Właśnie ta piłka nożna początkowo wprawiła mnie w konsternację i cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał mi: nie pisz do niego! :D
Mrówka: Dlaczegóż to?  I co to za głosik? Masz na to leki?
SUIVANTE: Odstawiłem ponieważ nie przynosiły oczekiwanego skutku, przypadek beznadziejny.

I właśnie ten beznadziejny przypadek sprawił, że Mrówka zaczął się uśmiechać, że wypatrywał wiadomości, wciąż klikał odśwież, odśwież, odśwież, jakby to miało zaczarować i przyspieszyć czas. Dwa zwariowane tygodnie. Chyba nie pochodzili z jednego miasta, Mrówka nie zwrócił na to uwagi, zbyt dobrze mu było, by zawracać sobie głowę szczegółami. Przecież stworzyli Wesołe Miasteczko po którym radośnie biegali, wirowali na karuzelach, wata cukrowa smakowała jak nigdy. Obmyślali strategie na przyszłość, planowali koty, rozdzielali zadania, rozmawiali o zapachach, szli na kompromisy.
Gdy Suivante zachorował, Mrówka doradził mu zakup termoforu w ramach rozgrzewania nocnego.
SUIVANTE: Mam problem z przytulaniem się do wyrobów gumopodobnych, myślałem już o wynajęciu kogoś w formie żywego termoforu.
Mrówka: Wynajęciu? Żywy termofor? Delikwent będzie musiał spijać wrzątek przed tuleniem?
SUIVANTE: Bez wrzątku, podduszania, wiązania i innych upodobanych przez Ciebie form tulenia do snu.
Mrówka: Nuda ;p A już chciałem się na fuchę załapać.

Wesołe Miasteczko opustoszało, karuzele zardzewiały i skrzypią złowieszczo po nocach. Popękały kolorowe baloniki, zniknęły wiatraczki, plakaty poodpadały ze ścian. Pętam się pomiędzy strzelnicą a salą strachu, spotykam jednak samych klaunów. Boję się klaunów. Wata cukrowa gnije. Suivante rozpłynął się w mroku, gdy trafił na Zawirowania. Czasami zbyt wiele tu piszę, za bardzo się uzewnętrzniam, wylewam z siebie emocje, które bywają źle odczytane. To już prawie 3 lata. 3 długie lata rzygania sobą. Może ten cichy głosik z tyłu głowy Suivante miał rację, może nie warto się do mnie zbliżać, bo wszystko psuję. Związek zamieniam w piekło. Randkowanie ograniczam do seksu. Dobrzy i sympatyczni faceci mnie nie kręcą, bo są zbyt łagodni. Ciągnie mnie do łobuzów, co to im źle z oczu patrzy.

Dowartościowanie

Jula: Co teraz czytasz?
Mrówka: Traktat o szczęściu.
Jula: Co to?
Mrówka: Najnowsza książka Francuskiego filozofa - O'rmessonna.
Jula: Jest po francusku?
Mrówka: Nie, przecież nie znam francuskiego.
Jula: Właśnie, ale co za różnica, pewnie i tak nic z tego nie rozumiesz.

Statystyki 4

1.wiem że serce-które zionie żarem miłości przeminionych
2. wizyta u szewca
3. krwiozercze malpy

03.03.2012

Trwa nie

Złośliwy przypadek sprawia, że dwoje ludzi mija się na ulicy. Rozpoznają w sobie tych, którymi byli. Jeden drży z lęku i uwielbienia. Drugi zachowuje zwyczajowy spokój i pyta dlaczego telefony nieodbierane, dlaczego maile bez odpowiedzi, dlaczego cisza i milczenie.

Siedzą naprzeciw siebie. Kurtuazyjne pytania i banalne, nic nie znaczące odpowiedzi. I to pragnienie, by ktoś wziął za rękę, dał siłę by stąd odejść.

Czasami siedząc naprzeciw niego zamykałem powieki. Pozwalałem mu kłamać, by później swobodnie, niczym meteoryt wchodzący w ziemską atmosferę, zanurzać się w jego oddechu, tylko po to, by spłonąć.

Teraz siedzę naprzeciw niego i rozkładam nasze byłe trwanie na czynniki pierwsze. Trwa – jako coś, co miało trwać do starości pełnej zmarszczek. Nie – jako wrodzone w pierwotny kształt słowa zaprzeczenie, które stało się dla nas samospełniającą się przepowiednią.

Sanktuarium pamięci zaczyna wypluwać wspomnienia. Nikogo nie potrzebuję by odejść.