31.10.2012



Butelka czerwonego wina zagłusza procesy myślowe. Gdy nie myślę, wszystko przychodzi z taką łatwością. A później robi się smutno.
Nie straciłem pewności. Zawsze wiem, co czuję, to takie naturalne, oczywiste i normalne. 

Słowa



Bywają bardzo ładne słowa. Słowa takie jak niezapominajka, cząber, katarynka. Lubię wymawiać je na głos. Są też słowa do wyszeptywania jedynie wewnątrz, takie jak czary, mrok, nieobecność. Są również słowa groźne, których nigdy nie wolno wypowiadać, nawet w ulicznym zgiełku, który je zagłuszy.

wywód o świeczce zapachowej

M: To tylko pachnie jak się powącha, a jak się zapali, to się nie świeci.

30.10.2012

a jutro... jutro ugotuję makaron



Wypiłem czerwone piwo i odkryłem w sobie mnóstwo rozszarpanych słów. Słów, których celowo od jakiegoś czasu nie składam w całość, które od siebie odpycham, które odkładam na później z nadzieją, że później nie nadejdzie, że nie będzie żadnego jutra i nie będę musiał nic już mówić. Nie chcę słów, moich słów, Twoich tym bardziej. Słowa nic już nie znaczą, zupełnie jak spędzona wspólnie noc.

Na spotkanie zabieram wszystkich chętnych, na których Ty patrzysz niechętnie. Spod stołu wysyłam wiadomości do Mikosza, dzięki temu czuję się bezpieczniej. Sytuacja jest nierealna, kompletnie oderwana od rzeczywistości, dlatego też z uśmiechem powtarzam szwedzkie zdanie, którego znaczenie poznaję kilka minut później, chodziło o dużą butelkę coca coli, choć wolałbym coś w stylu: chętnie zdzieliłbym cię młotkiem między oczy. Cóż, dużą butelką coli też mógłbym Cię jebnąć.

Becket włożył w usta Vladimira takie słowa: Brakowało mi ciebie… a jednocześnie było mi dobrze. Dziwne, co?

Dziwne. Tęsknię za Twoim ciałem, za zasypianiem przy nim, za przytuleniem, objęciem, za znajomym zapachem, ale nie wiem, czy jest to równoznaczne z tęsknotą za Tobą.
Otwieram kolejną butelkę i myślę, że nie chcę się nad tym zastanawiać, ale staje się to coraz trudniejsze, zwłaszcza, gdy jesteś kilka ulic dalej, w mieszkaniu, które nazywałem Domem. Strasznie to wszystko popieprzyłeś próbując zrozumieć o co Ci chodzi. Twierdzisz, że dzięki temu zyskałeś pewność. Szkoda, że ja ją straciłem.

27.10.2012

Widzew:Wisła

M: O co ten mecz?
Ka: O kalafiora.

19.10.2012

Śniła mi się dzisiaj śmierć



Droga doprowadziła nas na starą żwirownię, tę samą, na której spędzałem popołudnia dzieciństwa, pływając i zajadając drożdżowe bułeczki pieczone w zielonym piecyku. Obserwowałem ryby pływające tuż pod powierzchnią wody, Majne Szwester podarowała mi 4 maleńkie rybie dzieciątka pluskające się w pudełku po zapałkach, a ja schowałem je do kieszeni. Było dobrze, aż do chwili, w której w tataraku zobaczyłem napuchnięte, biało – zielone, rozkładające się ciało chłopca. Nie mogłem wydobyć z siebie krzyku. Próbowałem wyciągnąć go z wody, gdy otworzył oczy.

18.10.2012

mord



M: Opatuliłem się chustą, słucham płyty „ Never before and never again” Marlin Monroe, piję jaśminową herbatę, wyjadam miód wprost ze słoiczka i głaszczę kota – wszystko to w świetnej synchronizacji. Ależ ja jestem pedalski! Toż to wszelkie pojęcie przechodzi, ta cała moja stereotypowość i przewidywalność. Jestem sobą zniesmaczony, chyba zacznę pluć na sąsiadów z okna, ćwiczyć wybekiwanie alfabetu i drapanie się po tyłku, bo mi morale siada. – wyrzucił z siebie niemalże na jednym oddechu do słuchawki.
J: I zgaś te jebane świeczki i lampki choinkowe cioto.
M: Spierdalaj!
J: Widzisz, gdzieś tam w środku siedzi jednak facet, tylko jeszcze żeby tak nie piszczał.
M: Piszczy, bo próbuję go zabić.

But if you stay...






16.10.2012

to już



Czasami za wszelką cenę próbujesz wyzbyć się wszelkich emocji, zarówno tych dobrych, jak i tych złych. Chcesz być nieczuły, chłodny, pozbawiony uczuć. Łykasz tabletki i przenosisz się na drugą stronę, tę, po której panuje wielkie NIC. Ale to Nic na długo nie zadowala, choć początkowo odpoczywasz i myślisz, że tak właśnie wygląda raj – nic nie czujesz, jesteś lekki. Z czasem jednak zaczynasz tęsknić i wydaje ci się, że cały jesteś zbudowany z tęsknoty, a obojętność, to najgorsze, co możesz w sobie pielęgnować. 

Czytasz słowa o metamorfozie drzewa, myślisz o tym i zdajesz sobie sprawę, że dotychczas stanowiły one jedynie estetyczne doznania, nic więcej, nic mniej. Jutro idąc do pracy spojrzysz na nie zupełnie inaczej, świat będzie inny, nowy, a czerwień liści już zawsze będzie miała powiązanie z człowiekiem, który pokazał ci inny wymiar cykliczności natury. Uśmiechasz się i powątpiewasz we własne słowa, że nic nie ma sensu.

Mija rok odkąd jesteś sam. Cholernie długi i ciężki rok. Rok bez Mamity, Majne Szwester, Buni. Musiałeś się nauczyć żyć bez nich. Nie możesz sobie powiedzieć, że już jest ok., że to nic nie szkodzi, że zatrzasnęli przed tobą drzwi, że nie masz już domu, bo to kurewsko boli i zdajesz sobie sprawę z tego, że skoro odrzuciła cię rodzina, to naprawdę musisz mieć w sobie coś złego, zepsutego i paskudnego. Próbujesz jednak to złe w sobie głęboko schować i nie robić naburmuszonej miny. Idziesz dalej. Nie masz innego wyjścia.