31.07.2012

wypłynęła z oka soczewka


Wyłączyłem telefon i udawałem własne nieistnienie, jak gdyby ktoś się mną przejmował, jak gdyby miał zadzwonić i poprosić o powtórkę. Takie cuda nie u mnie. Ja jestem jedynie jednorazowym wybrykiem. Śmiechowy Mrówka, dla przyjaciół Tomek. Tak, już nikt nie mówi do mnie po imieniu.
Od czasu do czasu marszcząc czoło zamykałem z całych sił oczy próbując odegnać wciąż powracające obrazy. W desperacji machałem przed głową rękoma, ale nic nie pomagało.
Ślicznie uśmiechnięty opierałem głowę na jego ramieniu, wyciągałem go do tańca, oprowadzałem po ogrodzie, siadałem na kolanach. Zapatrzony w niego jak w chmurkę. Przyklejony do ramienia. Przyssany do ust.
Dlaczego wciąż nie potrafię trzymać się siebie? Dlaczego muszę łasić się do każdego, żebrać o odrobinę przytulenia, czułości, o potrzymanie czyjejś dłoni we własnej. Zażenowany własnym zachowaniem chowam się nawet przed Piotrem, unikam go jak tylko mogę, choć wiem, że nic nie powie. A ja właśnie chciałbym żeby mnie opieprzył, żeby na mnie wrzeszczał. Chciałbym żeby ktoś zauważył. Chciałbym żeby mi ktoś pomógł.

29.07.2012

zachowania patologiczne, czyli "wybacz, skłamałem"

Piotr: Tomek, obiecałeś, że się już z nim nie spotkasz.
Mrówka: No widzisz, kłamałem. Jestem patologicznym kłamcą, nawet jak idę na zakupy to zapytany, gdzie podążam, mówię, że lecę do Barcelony.
Piotr: Wieczorem się zachowuj, będzie dwóch z Twojej listy byłych.
Mrówka: Cudownie. Dawno się z nimi nie widziałem i chętnie z nimi pogadam.
Piotr: Naprawdę?
Mrówka: Nie, znów kłamałem. Myślisz, że to można leczyć?

tango kat

katuj tratuj
ja przebaczę wszystko ci jak bratu

28.07.2012

nocą jesteśmy głodni


Prędzej czy później wszystko minie. Zmądrzeję. Kiedyś zmądrzeję i będę duży. Duży i odpowiedzialny.
Chwilowo jednak poddaję się pragnieniom i głupocie własnej. Zdrowaśki nie pomogą...

27.07.2012

Zezowate Szczęście



niespodzianka

Piotr: Zające znów nasrały w ogrodzie. Zobacz jak to wygląda.
Mrówka: No jak wygląda? Jak gówno w trawie. A jak ma wyglądać? Jak poziomki na krzaczku?

26.07.2012

trafiono tu za pomocą, czyli statystyki

pierdoli mi się w głowie

no cóż, taka żałosna prawda o mnie.

25.07.2012

nic dwa razy, cztery owszem?


Jedna róża w butelce. Aksamitny dotyk na twarzy. Jak pierwsze zakochanie. Ze strachu wymioty. Wyrzuty wobec samego siebie. Spacer polnymi drogami. Tarzanie się w wysokiej trawie. Na kilka godzin tylko. Przez pół Polski. Rozmowa o niczym. Milczenie. Całowanie. Cofa czas. Wraca. Będzie inaczej. Mówi. Planuje. Rzuca wszystko. Zaczyna od nowa. Musiał sprawdzić czy potrafi bez. Sprawdzał sam siebie. Na ile jest przywiązany. Odszedł w najlepszym momencie. Było dobrze. Skrzywdził jak zawsze z zaskoczenia. A teraz cud miód orzeszki nerkowca i znów ptaki rozkosznie śpiewają, słońce świeci i lato w pełni. Później wsiada w Parszywka i słońce znika, zachodzi. Robi się szaro i mrocznie. Potwory czają się pod łóżkiem. Komary gryzą. Strach. Nie potrafię odmówić. Długo stoję na progu i nie wiem, co się dzieje. Nie potrafię powiedzieć idź w chuj i nie wracaj już więcej. Chcę żeby wrócił. Nie chcę żeby wrócił. Chcę żeby zniknął. Chcę żeby został. Chcę się obudzić i o nim nie pamiętać. Chcę się obudzić przy nim.
Milczę, bo się boję. Milczę, bo pragnę. Milczę, bo usta mam nim wypełnione.
Jakby na własne życzenie powolne umieranie i odradzanie się jednocześnie.
Kocham. Żałosne.

23.07.2012

Rozmowa z wieśniakiem

Wieśniak: A Stary Testament?
Mrówka: Taka mitologia dla mnie.
Wieśniak: Mitologia?! Co ty kurwa pierdolisz?!!!! Mitologia to była grecka debilu!

22.07.2012

Mowa do Szczęścia


O, książka o kotach. – powiedziałeś – Co w niej jest?
Głównie koty. – odparłem z uśmiechem.
Zwróciłeś głowę do Zezowatego Szczęścia i zapewniłeś – Nie jest źle. Ma książkę. Masz szansę przeżyć. W razie co, uciekaj w las.
Chichotałem niczym pięcioletni pętak na widok klauna.

chaotycznie


Miasto Katedry przywróciło wspomnienia.
Któregoś dnia obudził się o świcie i wreszcie dał upust emocjom. Rozpadł się i próbuje poskładać teraz w całość myśli i siebie. Stara się ulepić coś nowego, ale nie jest w stanie zmienić siebie do tego stopnia, by się sobą nie brzydzić, sobą i swoją słabością, swoimi pomysłami na życie, naiwnością, głupotą, niestabilnością.
Obiecywał sobie. Tyle razy obiecywał i chyba nigdy nie dotrzymał słowa.
Pustkę wypełniał dotykiem, najlepiej obcym, nic nie znaczącym, takim, który zaboli.
Alkohol dodaje animuszu, wyzwala pragnienia, pierwotne instynkty i pożądanie. Pożądanie, którego nie może zaspokoić przygodą, zbyt wiele bajek ma w głowie.
Kilka dni temu. Krew wzburzona winem. Ręka wyciągnięta po telefon. Słowa tak proste i tak łatwo wypowiedziane bez zastanowienia. Come to me mój barbarzyńco, mój pogromco smoków, kochanie ty moje, oczko w głowie, spuchnięta wargo, siniaku na udzie. Przyjdź. Bądź. Zrób coś i nic nie rób. Tak zwyczajnie. Jak kiedyś. Nieśmiertelność rulezzz. Żebra tęsknią za długimi palcami. Kark za językiem. Język za aksamitem skóry. Warkot silnika przed domem. Łomot serca. Kilka spokojnych kroków. Skrzypiące drzwi. Podskok. Silne ramiona. Uda oplatające biodra. Łapczywe wargi na wargach. Zaplatające się w warkocze języki.
Pamiętasz, kiedyś, gdy jeszcze długie włosy zaplotłem w warkocze, gdy kanapa w Miasteczku, gdy poobiednie leżakowanie, gdy przytulenie i zaczytanie, i w Twoje oko moje włosy, i Twoje słowa: Weź warkocz i moje ciche acz drapieżne wrrrrrr. Pamiętasz ten śmiech? Ja pamiętam.
Pamiętam też klucze wypadające z dłoni, i jak bardzo wtedy bolało też pamiętam. I jak spadliśmy ze schodów w domku w ogrodzie, i to jak pocałowałeś mnie w stopę, i pytałeś o blizny cały ociekający wodą. I to jak siedziałeś z Magicznym i oglądaliście horror, wtedy ostatni raz z nim tańczyłem, uśmiechał się i opowiadał o orzechach, zasłaniał usta, gdy się śmiał, ty klepałeś się po nodze i wtórowałeś mu radosnym chichotem. Byłem szczęśliwy. A później on już się nie obudził, a ja mu w żaden sposób nie pomogłem i wciąż za nim tęsknię, i nic z tego nie rozumiem, choć czasami te małe codzienne dawki też chciałbym za jednym zamachem, i siedzieć z nim na wyśnionym drzewie, zaplatać aniołkom papiloty na włosach gdzieś tam po drugiej stronie, w którą nie wierzę. boję się życia, ale śmierci chyba bardziej. Pamiętam też szpital, o którym ci nigdy nie powiedziałem, bo strasznie się tego czasu wstydzę.
Kolejna butelka wita radosnym psyt. Bursztyn rozlewa się na języku i uwalnia go od w sobie zamknięcia. Teraz mógłbym ci opowiedzieć wszystko, obrać się z łupinki i wypluwać słów pestki. Mógłbyś nadgryzać miąższ pytaniami i zaparzyć herbatę  w zielonym kubku.
Boję się siebie.

13.07.2012


W takie dni chciałby żeby go ktoś przytulił, tak zupełnie nieerotycznie, tak zwyczajnie; żeby ktoś objął i skłamał, że będzie dobrze, że kiedyś przestanie boleć, że kiedyś będzie normalnie, cokolwiek miałoby to oznaczać.
Chyba za wcześnie za wcześnie zaczął pić.
Wkurwiony i tradycyjnie najebany Król chciał udowodnić Mrówce, że ma władzę. Złapał za kark mrówczego psa i wystawił za okno. Chciał go wyrzucić z pierwszego piętra. Mrówka postanowił wtedy, że kiedyś zabije tego skurwysyna.
Gdy Mrówka był dziecięciem małym, mama zabraniała mu chodzić z rękoma w kieszeniach, zawsze pokrzykiwała, że się glebnie i nie będzie mógł się ratować w żaden sposób. Może dlatego teraz z wielką satysfakcją upycha dłonie we wszelkie kieszonki i paraduje tak nawet po domu.

Szukał ostatnio ciepłych wspomnień z dzieciństwa. Prawie nic nie znalazł.

W jednej z książek Piotra odkrył zdjęcie - trzech chłopców przy starym młynie - Piotr, Mrówka i Brat.
Boże, znamy się już tyle lat. - pomyślał. - Kim byłby Łukasz, gdyby inaczej się wszystko potoczyło?
Życie jest strasznie niesprawiedliwe!