22.11.2015

boskość



Młody: A ty znowu pijesz?
Mrówka: Nie miałem takiego zamiaru, ale zrobiłem łyczek wina i poczułem, jakby mi sam Pan Jezusek bosymi stópkami po przełyku spacerował. Nie mogłem przestać.

15.11.2015

nowomowa

Niesamowicie drażni go słowo "lokum" - czy nie ciekawiej brzmi "kopulodrom"?


Nieustannie wraca do tych dwóch tygodni, gdy świat był nimi, a oni byli światem. Poznawali się każdej minuty, chociaż znali się wieczność nic o sobie nie wiedząc. Życie było opowiadaniem sobie wyimaginowanych historii, tych z przeszłości i tych, które dopiero się staną. Było zabawą i radością okraszaną chwilami milczeniem. Teraz wie, że powinien wtedy więcej mówić, wykorzystać chwile do granic rozepchania, by dać siebie poznać, jego zrozumieć, by starczyło na dłużej. Wolał jednak wszystko w żart obracać, śmiać się, śpiewać i tańczyć nad ranem, by w południe wypić wódkę na śniadanie i ruszyć zwiedzać muzea z reliktami przeszłości, nie dopuszczając do siebie myśli o jutrze. 

Uśmiecha się do wspomnień i nie żałuje. Może przyjaźń właśnie tego potrzebuje, tych załamań, śmiechu, łez, radości i przygnębienia. Tej samotności od czasu do czasu i świadomości, że ktoś tam jest. Może warto zostać. Może warto być cierpliwym. Może warto kochać tę garstkę, by życie miało jakiś sens.

10.11.2015

okej



Przyszła jesień a wraz z nią ponura szarość za oknem. Kolejne L4 i dni spędzane w łóżku. Niechęć nad którą nie potrafi zapanować. Obezwładniające poczucie bezsensu. Panika. Chęć ucieczki od wszystkiego i strach przed niebytem, przed tym, że jest jeszcze nikła szansa na prawidłowy przebieg reakcji chemicznych w jego mózgu i jeśli teraz zrezygnuje, to ominie go coś, na co warto czekać, o co warto walczyć. 

32 lata z czego ponad połowa to ciąg chemicznych wzlotów i upadków. Już myślał, że wszystko się wyrównało, że leki działają i może zaryzykować, może spróbować normalnie żyć. Zaufał. Zwiedził Berlin, który przytłoczył go anonimowością tłumu. Stare Miasto Dusseldorfu jednak oszołomiło go uśmiechami obcych ludzi, życzliwością, małymi, uroczymi knajpkami, w których pił ciemne piwo. Kleiner Feigling z maleńkich buteleczek dodawał odwagi na obcych ulicach, rozwiązywał nieużywane języki, mieszanki polsko – niemiecko – angielskiej mowy wypływały z niego gładko. Tańczył i śpiewał z dziecięcą radością, do momentu, gdy naburmuszony Sadełko postawił na swoim i rozpoczął się maraton po pedalskich barach. Nie rozumiał, jak można przebyć tyle kilometrów jedynie po to, by znaleźć kilku kolesi, którzy go wyruchają, którym będzie mógł zrobić loda w obskurnych darkroomach, którzy zaleją go ciepła spermą i pójdą dalej. Przecież to samo można znaleźć w Polsce. Myślał, że wyjeżdża się po to, by przeżyć coś nowego, by zwiedzić, nadrobić miesiące spędzone tak daleko od przyjaciół. 

Później usłyszał słowa, które coś w nim zabiły, choć początkowo wydawało mu się, że obudziły niesamowity ból, który rozlał się po nim, by nigdy nie zniknąć. Jak zwykle pewnie dramatyzował. Pił słodką wódkę na nieoswojonych ulicach i nie panował nad łzami, które bezwiednie kapały na chodnik. Pragnął wrócić do swojego mieszkania. Pragnął nigdy nie wyjeżdżać. Był jednak uwięziony w obcym miejscu i nie miał możliwości realnej ucieczki. Przypomniał sobie maćkowe szaleństwo i pozazdrościł go tak intensywnie, że udało mu się schować we własnej głowie. Zabarykadował się w środku pozostawiając na zewnątrz ciało wyzbyte wszelkich emocji, więc gdy powiedziano mu, by przez kilka dni udawał, że nic się nie stało, powiedział jedynie – spierdalaj – poczym opróżnił kolejną szklankę i zamówił nową. 

W urodzinową noc przyszła seria sms-ów.
Kocham Cię.
Byłem pijany i nie myślałem tego, co powiedziałem.
Kocham Cię. Obiecaj, że mnie nigdy nie zostawisz.
Okej. Odpisał.

Będę przy Tobie, ale nigdy już nie zaufam. Będę obok, chociaż Ciebie nie ma przy mnie. Możesz do mnie mówić, ale nie usłyszysz już niczego o mnie, najwyżej jakieś pierdoły o codziennym życiu. Tamtego poranka powiedziałem wszystko, co czułem. Myślałem, że zrozumiesz, że to nie takie hop siup i po sprawie. Potrafię wybaczać, ale z zapominaniem jest gorzej. Czy można wybaczyć i pamiętać? Chyba tak. Czy to ma sens? Nie wiem. Przez lata uczyłem się na nowo zaufania do ludzi, bo mądre głowy twierdziły, że to podstawa, jeśli chcę normalnie żyć. Dziękuję za taką normalność. Wolę swoją samotność, kota, który gryzie, książki.

09.11.2015

granice

Zjawił się w drzwiach z napoczętą butelką whisky. Bez skrępowania wsunął młode szczupłe ciało pod koc, którym Mrówka był przykryty i zaczął zadawać pytania. Lód wesoło pobrzękiwał w szklankach, a zdawkowe odpowiedzi zdawały się być dla niego satysfakcjonujące. - Wolę dziewczyny. Powiedział przesuwając dłoń wzdłuż mrówczej nogi. - Aha. Mruknął w odpowiedzi i zastanawiał się, jak pozbyć się Młodego z łóżka. Przecież to jego łóżko. Jego! Jego! Jego! Tu się nie wchodzi bez pytania! Nie przekracza się granic! Nie dotyka się Mrówki w taki sposób, bo dotyk paraliżuje, niesie za sobą jakieś wspomnienia, które później nie chcą odejść. Podobały mu się jednak fragmenty. Kącik ust podniesiony w przelotnym uśmiechu. Jasne włosy opadające na czoło. Chłopięcy wdzięk przy pocieraniu zwiniętymi w pięści dłońmi zmęczonych oczu. Obrazy przesuwały się w głowie, a Młody w tym czasie zasnął z twarzą wtuloną w mrówczy brzuch. - No kurwa mać! bąknął i sięgnął po książkę, która na jakiś czas odwróciła jego uwagę od ciała ułożonego przy nim. Ciała, które z każdą chwilą oplatało go coraz ciaśniej, aż zaczął się dusić i nerwowo łapać powietrze. - Po kiego chuja ja się tak męczę?! pomyślał, zrzucił ciało z siebie, a później lekko je kopnął, by się obudziło. - Chrapiesz. Idź już do siebie.

06.11.2015

p

Znów pojawia się to zajebiste poczucie winy, świadomość nieudolności, własnego zjebania. Potrafi trwać, ale nie potrafi być. Potrafi pić, ale nie potrafi wytrzeźwieć.

02.11.2015

?



Leki przestały hamować emocje. Alkohol je pobudza. Weź tu teraz zrozum, co się z tobą dzieje.