31.12.2011

Hasta la vista, baby


Ten rok spierdoliłem, jak tylko mogłem. Szczerzę na niego kły i pluję przez lewe ramię, co by poszedł w pizdu i nie wracał. Do nowego natomiast uśmiecham się zalotnie i na rzęsach stanę, aby go uwieść.
 Najlepszego Kochani:)

30.12.2011

Niespodzianki


Obudził się tradycyjnie niewyspany, markotny, zdołowany, obrzydliwie przygnębiony. Depresja jak chuj rozgościła się w nim bez zaproszenia. Przed chwilą otrzymał wieści, które go uskrzydliły – umowa na kolejny rok. Wizja bezrobocia odpłynęła w jednej chwili w siną dal. Pani Orderowa wykrzyczała radosne HURA!!! a on zdał sobie sprawę, że jako pierwszą i ostatnią, właśnie Ją poinformował o swej radości. Gdzie się podziali wszyscy ludzie, z którymi chciałby dzielić takie chwile?
No i jeszcze zakup nowych książek – de Sade, Zola, Kertesz… wszystko na bok, wszystko nie ważne, bo jedna przyszła nieoczekiwanie i znalazła się na pierwszym miejscu:) Dziękuję.

28.12.2011

Brak porozumienia


Trochę boli to milczenie ze strony rodziny. Trochę? Kurewsko boli! To już prawie 3 miesiące ciszy po wielkiej awanturze chuj wie o co. O to, że jesteś zjebany, że nie potrafią zrozumieć twojego zachowania, życiowych wyborów. Nie ma się co dziwić, przecież sam tego nie rozumiesz. Oni dodatkowo nie potrafią pojąć działania terapii, tego, że nie zawsze potrafisz się uśmiechać, odzywać, że czasami nie zostaje ci nic innego jak milczenie, bo inaczej wrzeszczałbyś na nich, że to częściowo ich wina, jesteś taki, bo tak cię wychowali, nauczyli takim być. A ty się przecież starasz z całych sił, leczysz się, łykasz te pierdolone tabletki, chodzisz na emocjonalne wynurzenia przed obcą kobietą, wykonujesz zadania i ćwiczenia, uczysz się od nowa oddychać, rozmawiać z ludźmi, wyrażać emocje, nazywać stany. Żyć się uczysz kurwa od podstaw i wcale nie jest łatwo, miło i przyjemnie.
Tam w lesie to wszystko uderza podwójnie. Uderza jak tornado ta samotność, świadomość, że do nikogo już nie należysz, i nikt do ciebie nie należy, że jesteś jak bezpański pies.
Wigilia. 17:00. Siedzisz w uroczym domku na końcu świata i butelką wina próbujesz odwrócić uwagę od czasu, miejsca, okoliczności. Alkohol nie przynosi jednak wyczekiwanego ukojenia, obnaża nerwy i przesuwa w głowie obrazy. W Miasteczku, w jednym z domów, twoja rodzina zasiada przy wigilijnym stole. Mama biega pewnie od kuchni do stołowego z wazami barszczu, salaterkami po brzegi wypełnionymi sałatkami. Majne Szwester wprowadza ostatnie poprawki w makijażu. Szwagier dusi się krawatem. Księżycowa pod światło ogląda prezenty. Jozik zagapiony w telewizor siedzi w swoim fotelu. Na stole nie ma dodatkowego talerza. Na nikogo już nie czekają. Są w komplecie i odgrywają coroczny spektakl idealnej rodziny. Do ostatniej chwili łudzisz się nadzieją, że może zadzwonią. Że mama zapyta gdzie jesteś i dlaczego nie w domu? Że są przecież święta i wszystko trzeba sobie wybaczyć.
Dzwoni telefon. Ja pierdolę – myślisz – cud, atmosfera, magia świąt, i Bóg Szlomy zlitowali się nad tobą. Otóż nie kochany. To nie mama, nie siostra, nie krew z krwi, tylko Ka, człowiek, który też boli. Pyta jak się czujesz, gdzie jesteś, dlaczego, co się stało? Gówno się stało – masz ochotę krzyknąć i się rozpłakać – wraz z tobą odeszło wszystko, co miałem. Nie robisz tego rozczulony nagle jego głosem.
Odezwij się do nich. – mówi – Nadstaw drugi policzek.
Oba mam tak spuchnięte od tego nadstawiania, że oczu mi nie widać. Nie dam rady.
I ten z pozoru obcy człowiek, choć nigdy już obcym nie będzie, oferuje swą gotowość, chce przyjechać, by ci towarzyszyć.
To tylko kilka godzin samochodem. Nad ranem będę. Pamiętasz, zawsze chcieliśmy spędzić święta na jakimś odludziu, bez tego całego blichtru i obłudy. – mówi podekscytowanym głosem.
Nie. Nie jesteśmy już razem i nie możemy tak do siebie wracać i odchodzić, upokarzać się i kochać na pojednanie, opluwać błotem, by później zlizywać je z siebie czułostkami.
Później, gdy bezsenna noc tłamsi cię ostatecznie, masz ochotę zmienić zdanie, masz ochotę powiedzieć przyjedź, bądź, przytul, zrób co zechcesz. Niech ten chujowy czas minie.

Wszystko mija.

Pocałunki


26.12.2011

Statystyki II


brookowe
mrówki przygniecione
pracowity mrówek
smutek
syndrom sks

Skojarzeń czar


Mrówka: Te pulmolki trzeba ssać, czy można je pogryźć?
Ka: Ssać aż znikną.
Mrówka: Ech, są jak mężczyźni.

25.12.2011

Las


Wyjeżdżasz do lasu, bo chcesz uciec od ludzi, od świąt, od cywilizacji. Spędzasz dwa dni odcięty od wszystkiego i nagle orientujesz się, że jednak cywilizacja swymi długimi mackami oplata każdy zakątek tego kraju i masz internet. Nagle to przytłaczające poczucie osamotnienia staje się bardziej znośne, a równocześnie jesteś zły, bo jeszcze 20 minut temu byłeś przekonany, że to ostatnie miejsce, gdzie nie ma zasięgu, gdzie nikt cię nie dopadnie. A teraz nie sposób już się odciąć.
Ciemność za oknami i cisza wtłaczająca się do wewnątrz już aż tak bardzo nie przerażają.