29.01.2012

Sen

Gdybym miał więcej siły przebierałbym już nóżkami. Wrzucałbym w pośpiechu szczoteczkę do zębów do torby i biegł na dworzec nie zastanawiając się nad docelowym miejscem. Pewnie zwyczajowo wybrałbym dyliżans, który odjeżdżałby najszybciej i jak najdalej, nie ważne w jakim kierunku, ważne, że by odjeżdżał i dawał możliwość zostawienia za sobą wszystkiego. Pragnienie ucieczki łomocze we mnie, huczy, wrzeszczy, ale nie jestem w stanie ruszyć z miejsca. Tydzień spędzony w łóżku zaowocował totalną niechęcią do świata, do ludzi, do wyjścia z domu. Okazuje się, że nie potrzebuję niczego prócz snu, to on mnie ostatnio fascynuje, stał się moją pasja, której poświęcam się z oddaniem godnym najżarliwszego fanatyka, teraz i zawsze i na wieki wieków…

26.01.2012

Sala tortur

Samotny gołąb siedzi na drzewie. Słońce zdaje się milczeć. Wpisujesz jego kształty w tło najpiękniejszych pejzaży i śnisz snem bez treści. Jesteś małym drzewem. Masz małe serce. Twoje chwile są małe i przemijają niezauważone, a to wyciąga swe zachłanne ręce, pieści, gdy ty się dusisz, ściska, choć krzyczysz i łzy lejesz deszczem. Nożem głębokim wtapia pazury. Torturuj, myślisz, przecież się nie zemścisz.

22.01.2012

Kocioł

Mrówka obserwuje go kątem oka wrzucając kiełki na patelnię. Kroi wędzone tofu i sojowe parówki myśląc o jego twarzy. Skaleczył się w palec przez nieuwagę. On chwyta mrówczą dłoń i wkłada sobie krwawiący palec do ust. Mrówka wyrywa się jak oparzony i wrzeszczy na niego. Krew. Nie można się z nią obchodzić tak beztrosko. Krew może mieć w sobie różne badziewia. Mrówka robił co prawda badania, ale wciąż nie może nadziwić się swojej głupocie, przecież Ka sypiał z innymi… na ile wierzył w swoją nieśmiertelność? Tego Mrówka nie wie, ale pomimo negatywnego wyniku wciąż się boi.

Szorstki męski policzek. Palce opierają się chwilę poczym wędrują ku niemu. Takie policzki z trzydniowym zarostem zostawiają zaczerwienienia na cienkiej mrówczej skórze. Zawstydzona dłoń szybko się cofa i Mrówka chowa ją w kieszeni. Nie ma, nie było, wcale tego nie zrobił, nikt niczego nie widział.

Dotknąć czyjejś twarzy, to przekroczyć granicę. Mrówka stoi na granicy i za wszelką cenę stara się zawrócić. Cofnąć do lasu, do swojej samotności, w której tyle miejsca dla innych i równoczesny opór wobec wkroczenia kogokolwiek na jego teren.

Dotknąć czyjejś twarzy… twarzy mężczyzny… to takie intymne… bardziej niż klęczenie przed nim z przyrodzeniem w ustach… to nie stwarza takiej bliskości, jak policzek zamykany w dłoni. Ten moment gdy bezkarnie i bezwstydnie możesz dotknąć warg, tworzyć i wygładzać zmarszczki na czole, wodzić palcami po nosie, głaskać skronie. W normalnych warunkach rozświetlonej choinkowymi lampkami kuchni nie jest w stanie tego zrobić. To by oznaczało, że się przywiązuje, a przecież przywiązywać się nie chce, co najwyżej związać go można, ale to już inna bajka.

Którejś nocy, gdy kolejny raz stanął na krawędzi własnych zahamowań ujął tę twarz w dłonie. Dotykał jej by sprawdzić czy jest prawdziwa, czy rysy są szczere, czy nie są maską nałożoną, by go zmylić, oszukać, wykorzystać tę dziecinną naiwność. Dotykał tej twarzy i przez chwilę wypełnił się nadzieją na normalne życie. Nadzieja równie szybko i niespodziewanie jak się pojawiła, zrobiła puf i ślad po niej nie pozostał. Mrówka zatopił usta w jego ustach i zapomniał o chwilowej niepoczytalności umysłu.

Nikomu nie będzie już o sobie opowiadał. Nie będzie więcej wspólnych obiadów.
Nie zakocham się w Tobie. Myśli i chyba to mówi, choć nie ma pewności czy na głos. Zaciera się granica pomiędzy myślą a mową. Popołudnie kończy się nie przy stole, a na stole. Szybko, zdecydowanie, bez kłapania dziobem i pogawędek w międzyczasie. Z gadaniem w łóżku też trzeba skończyć; łóżko to ten wymiar, gdzie może się wypsnąć coś, co powinno zostać w środku. I wara od mojego łóżka, tu nikt nie ma wstępu.
Idź już sobie.
Poszedł.

21.01.2012

Mrówka w cudzych oczach:)

Pewien młody kawaler tak oto widzi Mrówkę:) Wszystko się zgadza - chude pęcinki, mały bebzunek, potargana czupryna, wytrzeszczone oczka i uśmiech od ucha do ucha na widok portretu :D

Besson

Mrówka czytał Murakamiego, ale w związku z tym, że chwilę wcześniej czytał coś zupełnie innego, to Murakami wydał mu się płaski, płytki i nijaki. Zresztą ma swoją teorię Mrówka na książki – jeśli nie pozostawia na nich żadnego śladu (a kreślić na marginesach uwielbia), oznacza to, iż książka była kiepska, zupełnie jak seks bez finałowego orgazmu.
Inaczej było z książką, którą jakiś czas temu polecił Wu. „Przypadkowy mężczyzna” P. Bessona pozostawił w Mrówce subtelny posmak czułości, a i wiele słów z którymi się identyfikuje w niej znalazł. Choć nic prawdopodobnie nie przebije pierwszej książki autora, którą Mrówka czytał, a było to „Pod nieobecność mężczyzn”.
Istnieje słowo na określenie tego stanu: samookaleczenie. Myślę o ranach, które sam sobie zadawałem, niewidocznych gołym okiem, krwawiących do środka. Szramy na umyśle. One też mówią o mnie. Mówią, kim jestem.
[Prawdziwy mężczyzna]
W ulubionej księgarni czeka już „Babie lato” tego samego autora, więc cieszy się Mrówka jak dziecko, bo Besson należy do tych, od których niemożliwym jest oderwanie się, dopóki nie przeczyta się ostatniego słowa, a i wtedy nie można wstać i pójść dalej od razu, trzeba chwilę odsapnąć z przymkniętymi powiekami, poukładać sobie wszystko… i jest się troszkę cięższym po takich słowach, bo nasiąka się nimi, bo budzą emocje, bo pomimo braku happy endów dają nadzieję.

15.01.2012

Dzidzia

Mrówka i Serż toczą śnieżną bitwę. Mrówka ulega kontuzji i przewraca się, po czym wyciąga łapkę
Mrówka: Ręka. – mówi chcąc uzyskać pomoc w podniesieniu się z trawnika.
Serż: Tak, to jest rączka. Ślicznie dzidzia rozpoznaje. A gdzie jest nóżka?
Mrówka: W dupie.

Bałwan

Mrówka i Serż wracają do domu, przy czym ten pierwszy w korytarzu śpiewa „pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań…” i uskutecznia taniec otrzepując się ze śniegu.
Gwiazda: A ten skąd się urwał?
Serż: Nie wiem. Chyba wziąłem z zaspy nie tego bałwana co trzeba.

14.01.2012

Salon Polityczny Trójki

Kalinowski: Przyłanczam się do opinii (…)
Kurski: Przyłączam.
Panie Kurski, Pan jest chory na to samo, co ja:) Nadal pana nie lubię, ale jakby tak troszku łagodniej.

13.01.2012

Ach Ludwiczku

Mrówka włożył ciemnoniebieski jesienny płaszczyk i przez chwilę przyglądał się sobie w dużym lustrze. Dlaczego wybrał ten kolor, skoro tak bardzo go nie lubił? Tego nie wiedział i nic nie wskazywało na to, że się dowie. Pewnie znów zrobił coś wbrew sobie, bo tak miał w zwyczaju – od czasu do czasu sam musiał strzelić sobie w łeb, żeby czuć, że żyje.
Zagapił się na siebie. Zagapianie też miał w zwyczaju. Potrafił zatrzymać się na środku chodnika tarasując tym samym ruch, gdyż coś przykuło jego uwagę… papierek, liść, robak, sroka na trawniku, napis na murze, drzewa… nieistotna była forma, ważne, że to coś go złapało i przytrzymywało silną niewidzialną dłonią nie pozwalając odejść. Ka w takich chwilach mawiał: Jesteś jak dziecko. Masz to w oczach, którymi przyklejasz się do wszystkiego.
Teraz nikt tak Mrówce nie mówi, więc może tym swobodniej zawieszać się w czasoprzestrzeni swoich ścieżek.
Upłynęło kilka chwil nim zorientował się, że czas nie zatrzymał się wraz z nim. Ach Ludwiczku, muszę pędzić! – zapiszczał do pustego pokoju, złapał zielone wydruki, wepchnął je do torby i wypadł z mieszkania niczym niebieska kula armatnia i jak ta kula uderzył w sąsiada. Przystojny – pomyślał – ale ta dziewczyna uczepiona jego ramienia wszystko psuje.
Pędził dalej. Na nic się nie zagapiając. Dziecko w nim spało.
W autobusie wyjął z torby zielone wydruki, a w głowie zanotował: kupić czarny tusz do drukarki – jak najszybciej.
Przeczytał pierwsze zdanie, na chwilę zamknął oczy i przeniósł się w inny świat, w którym wiatr wiał, a niebo dopiero przywdziewało barwy nowego dnia. Zagłębił się w słowach, co rusz oblizując spierzchnięte wargi. Kupić Tizane – zanotował kolejny komunikat w głowie, która bolała od kilku dni. Ból nic sobie nie robił ze zwiększonych dawek ketonalu łączonego z dexakiem, które zarzucały niekontrolowanie wątłym ciałem w różnych kierunkach. Czy do bólu można się przyzwyczaić? Chyba tak. Anna uczyła go kiedyś jak wgryźć się w bolące miejsce, by z bólem walczyć, by go pokonać. Wyobraził więc go sobie i zatopił w nim zęby, aż coś zgrzytnęło. Nic z tego. Tego bólu nie ugryzie, a tym bardziej nie połknie. Wrócił do czytania. Wysiadając z autobusu kończył właśnie ostatnią stronę. Kręcił głową z niedowierzaniem i już na chodniku powiedział: Tak nie można, no nie można. Pani w średnim wieku spojrzała na niego nic nie rozumiejąc. Powiedziałem to na głos? - zapytał robiąc minę niewiniątka, a kobieta przytaknęła z szerokim uśmiechem.
1:0 dla mnie – pomyślał – wywołałem uśmiech u obcego człowieka.
Później jednak nic nie było już zabawne.

11.01.2012

Nie ma

Nie ma Cię w moim życiu.
Nie ma namacalnie, ale zjawiasz się w twarzy każdego mężczyzny. Jesteś w każdej dłoni, spojrzeniu, uśmiechu, w każdym ruchu bioder, w każdym kroku; odnajduję Cię w kącikach ust; wyczuwam zapach w tramwaju; słyszę głos na schodach teatru, rozglądam się nerwowo, ale Ciebie tu nie ma. Jesteś we mnie. Ot, taka niespodzianka. Jesteś jak rak, który toczy mnie od środka. Palę i nie patrzę na niego, gapię się na neon hotelu, tonę w żółtym blasku. Chcę się w nim rozpłynąć.
Nagi mężczyzna na scenie. Widownia świetnie się bawi. Widownia się śmieje. Ja mam przed oczami Twoją nagość. Próbuję ją złapać, choćby musnąć opuszkami palców, przyciągnąć do ust. Mam na sobie Twoją granatową bluzę, tę, która została, gdy odszedłem pierwszy raz. Perwersja czy chamstwo, założyć ją na randkę, po której być może on ją ze mnie zdejmie…
Ona śpiewa. Ja płaczę. Czuję każde słowo. Nigdy wcześniej nie płakałem w teatrze.
Potrzebuję się rozpaść. Już mnie nigdy nie pozbierasz, choć tyle razy to robiłeś. Tym razem nieświadomie pozwolisz mi stać się tysiącem fragmentów, tysiącem wieczornych opowieści. Nie chcę być całością. Takie bycie jest nie dla mnie. Ja potrzebuję się sobą dzielić, siebie oddawać w posiadanie. Nie potrafię być dla siebie. Nie jestem dla Ciebie. Ma mnie ktoś inny.
Powiedział, że nigdy nie był z nikim, kto by tak głośno zachowywał się w łóżku. Nie wiedziałem co miał na myśli – źle to, czy wręcz przeciwnie. Zamiast zapytać, doprecyzować, następnym razem zacisnąłem zęby i krzyczałem do wewnątrz. Chyba nie zauważył różnicy. Nie zna mnie. Poznał jedynie moje ciało i jakieś bzdety o książkach, filmach, ulubionych cukierkach… o rzeczach niby istotnych, lecz pozostających gdzieś na drugim planie. Nie wie kim jestem i jakim błędem było jego do mnie podejście.
Zdążyłem już go skrzywdzić, choć on o tym nie wie. Nie poczuł tego, choć ja wiem, że zadałem cios. Cios, którego mężczyzna nie wybacza.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie Twoje dłonie. Pozwoliłem im na wszystko. Łasiłem się do niego, choć dla mnie to byłeś Ty. Twoje usta, język, ślina, choć zapach i smak zupełnie inny. Wmówiłem sobie, że tak ma być, że to jedna z naszych gier i wtedy krzyczałem najgłośniej. Już nie będę krzyczał.
Każdy, kto zna jedynie moją wersję zdarzeń, nie chce słuchać o tęsknocie, o smutku, o pamięci Ciebie we mnie, że uczucia wciąż żywe. Oni Ciebie nie lubią, ja kocham, więc to ja staję po Twojej stronie, bronię Cię przed ich ostrymi językami lub milczę o Tobie. Nie wiedzą jaki byłem, jak łatwo wyrzucałem z siebie słowa, których żałowałem w tej samej sekundzie, ale cisnąłem je dalej, bo musiałem być konsekwentny w swojej głupocie. Ile razy prowokowałem, krzyczałem, płakałem zupełnie bez powodu. Jak bardzo chimeryczny byłem. Nienawidzę Cie, ale mnie przytul. Kocham, ale odejdź.
Oni nie wiedzą, więc wieszają na Tobie psy. To boli. Intensywnie boli, jak nagłe Twoje odejście.

07.01.2012

Mrówka i Serż oglądają telewizję

Serż: Co było przed Mupetami?
Mrówka: Fraglesy?
Serż: Nieeeee to.
Mrówka: Chaos?

Zima 2012

Miasto Piernikiem Pachnące to miasto pełne magii, spotykanej na każdym kroku. Nie dziwi zatem nikogo, że padający śnieg zamienia się w letni deszcz, a po nim wyłania się tęcza:)

06.01.2012

Wspomnień czar


Mrówka wytarabanił z komody czarne płyty zbierane od dziecka. Wśród sterty porysowanych i nie dających się już słuchać krążków i pocztówek dźwiękowych z poobcinanymi rogami (jak się nie miało kostek do gitary, to się szukało środków zastępczych) znalazł takie kwiatki:
 Tu winna się znaleźć wersja w wykonaniu Bogdana Łazuki, ale jej nigdzie nie ma:(

Gwiazda nadaje spod kościoła


Gwiazda: Jezus kazał Cię pozdrowić i przekazać – tu cytuję: Dlaczego nie przyszedłeś Ty świnio, miałem chleb i niezłe wino.

Myśli głupie i inne


Pomyślałem, że temu, co się rodzi, należy nadać ruch jednostajnie przyspieszony, aczkolwiek zwrotny, by nie umarło w męczarniach mrówczych kombinacji. Zamknąłem się w sobie, wyłączyłem telefon i próbowałem obmyślać strategię ucieczki. Pani Orderowa tłumaczyła zawzięcie, że tak nie można, że należą się mu jakieś wyjaśnienia, że czas otworzyć się na nowe możliwości, że jak trafia się ktoś dobry i normalny, to nie należy uciekać, tylko dać sobie szansę.
…i teraz gdy akurat wszystko zaczynało się prostować, to Ty uciekasz.
Bo w uciekaniu jestem mistrzem – pomyślałem. – Nikt tak szybko nie daje nogi w przypadku potencjalnego zagrożenia szczęściem. Jestem marzycielem. Czasami jak się rozmarzę, to mam gromadkę dzieci z księciem władającym dalekimi krainami, ale jak przychodzi co do czego, to spieprzam, aż się kurzy.
Później wymóżdżyłem: boję się tego, czego nie znam.
Co do groma?! Nie znam, to poznam i tyle. Proste?
Niezupełnie.
Ojojoj, zwinąć się w kłębek i chlipać nad własną głupotą.
Otóż nie! Ubrać się, iść na spacer i nie kombinować, a jak się nadarzy okazja, to całować się w krzakach i obłapiać po kątach!!!

05.01.2012

Benzyna

Szwagier: Benzyna poszła w górę.
Mrówka: Tobie to chyba nie robi różnicy, i tak przecież zawsze tankujesz za 50 zł.

Z ostatniej chwili

Pada śnieg! Płatki wielkie niczym liście dębu... Czas schować trampki na dno szafy:(

04.01.2012

Podóż w krainę baśni

Weź mnie ze sobą do kraju baśni
Pójdę za tobą gdy szepniesz zaśnij

03.01.2012

Gdy ktoś głaszcze, należy uciekać


Poszliście na spacer. Pokazał ci ulubione miejsce w parku. Opowiadał o pracy. Opowiadał o książce, którą właśnie czyta. Opowiadał o sztuce, na którą idziecie w przyszłym tygodniu. Początkowa euforia ustąpiła smutkowi, który nie minął pomimo uśmiechów, figlarnych spojrzeń, przelotnych muśnięć. Przez ułamek sekundy poczułeś się szczęśliwy, jak kiedyś i wtedy pojawiła się myśl: Uciekaj, bo wszystko zepsujesz. Bo szczęście nie jest na wyciągnięcie ręki, jeszcze nie teraz, jeszcze za wcześnie, może nigdy, może się nie nadajesz do takiego życia.
Schowałeś głowę w kapturze i odpalając kolejnego papierosa gapiłeś się na wodę, po której wiatr spacerował na palcach i marszczył jej powierzchnię tworząc miniaturowe fale, załamania… wykręciłeś się bólem głowy, bo idylliczne klimaty spotkania przyprawiły cię o mdłości. Za bardzo zaczyna ci to przypominać…

Wredne istoty mnie otaczają

Jula: No to może tak umbrela ;p
Mrówka: Nie spotkam się z Wami, dopóki  nie zapomnicie!
Jula: Jesteś naszą największą radością sylwestrową :D choć zepsułeś lampki na choince!
Mrówka: Milcz i nie przypominaj!

Lynch Crazy Clown Time

Zakochałem się w płycie Lyncha. Oszalałem, oszalałem, oszalałem i chyba już nie wrócę do stanu poprzedniego.
Idealnie pasuje do lektury.

02.01.2012

Wizyta u szewca


Gwiazda przypomniała Mrówce pewne zdarzenie. Odbierali Gwiazdowe buty od szewca. Po obsłużeniu Gwiazdy, szewc zwrócił się do Mrówki w te słowa
Szewc: A co dla pana?
Mrówka: Nie, nie, ja za usługi dziękuję. Przyszedłem tylko sprawdzić, czy pan klnie.