27.04.2012

Zmiany

Coś mnie podkusiło, aby odwiedzić stare miejsca. Miejsca, w których bywałem, gdy przyjeżdżałem do Miasta Piernikiem Pachnącego jeszcze za czasów liceum. Sentymentalną podróż rozpocząłem wejściem do Starego Anioła i odechciało mi się wszelkich sentymentów. Z klimatycznej piwnicy, którą pieściłem w pamięci, miejsce to zamieniło się w dresiarskie coś o koszmarnym wyglądzie. Stary Anioł, to Upadły Anioł...
Jedynie Tratwa wciąż bez zmian gościnna, przyjazna i wspomnieniami okraszona...

26.04.2012

Zapomniana piosenka


Takie wszystko naiwne
I naiwnie dziś brzmi...

Rzeźnik

Wyszedłem na zakupy, a trafiłem do fryzjera. Pani z trwałą ondulacją żywcem wyjęta z szalonych lat ’80 nie wzbudziła mojej podejrzliwości, a powinna… najpierw próbowała urwać mi jedno ucho, później drugie… w trakcie rzeźnickich zabiegów cieszyłem się, że nie mam trzeciego, bo te zapewne by mi urwała. Następnie przeszła do szarpania włosów i grzebania w nich co najmniej jakbym miał w nich stado pcheł, których natychmiast należy się pozbyć, a w fazie końcowej szorowała po mej twarzy pędzelkiem niczym szczotką ryżową. Gdy uciekłem z fotela biegała za mną po salonie z maszynką i uskuteczniała ostatnie poprawki, a ja prawie dostałem zawału.
Co mnie podkusiło żeby wleźć do tej rzeźni? Nie mam pojęcia, ale obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię takiego błędu.

24.04.2012

Debil

Co za chujowy dzień. W nocy marzyłem o własnej śmierci, albo chociaż amputacji lewej górnej kończyny oraz głowy. Kwiliłem sobie w poduszkę i zastanawiałem się dlaczego jestem tak zjebany. Żeby móc zasnąć wziąłem przeciwzapalny specyfik i dopiero się zabawa zaczęła; ból jeszcze silniejszy, gorączka, łóżko zamieniło się w łajbę na morzu podczas sztormu i nawet rzyganie za burtę nie pomagało. Ale tak to już jest, jak się nie czyta ulotek, bo się wszystkie rozumy pozjadało i jest się farmaceutą amatorem łączącym wszystko jak leci, oby było kolorowe, okrągłe i najlepiej w błyszczących opakowaniach. Idealnie pasuje pytanie retoryczne Gwiazdy: Czy ty jesteś popierdolony?!

21.04.2012

Wspomnień czar II - czyli polskiego chłopca kreatywność

Mrówka w Rafie podpierał ścianę. Nie miał zbyt dobrego nastroju, gdy zaczął się obok niego kręcić chłopiec o fizjonomii fraglesa. Mrówka go ignorował na wszelkie sposoby, ale Fragles nie dawał za wygraną i podbił z pytaniem:
Fragles: Zatańczymy?
Mrówka w przypływie paniki zaczął udawać jednego z Erasmusów kręcących się po mieście w roku akademickim i odpowiedział
Mrówka: I don’t understand  you.
Fragles odpłynął bez słowa. Po kilku minutach powrócić i ponowił pytanie z dziwaczną mimiką i gestykulacją, którą łatwo było odczytać, lecz Mrówka wciąż udawał, że nie rozumie o co chodzi. Fragles ponownie odpłynął w tłumie i Mrówka miał nadzieję, że go skutecznie zniechęcił. Jednak Fraglesy mają to do siebie, że nie poddają się tak łatwo i nagle niczym stwór z mgły wyłonił się przed Mrówką z promiennym uśmiechem i z dymkiem z napisem EUREKA nad głową zakrzyknął
Fragles: You can dance???

Wspomnień czar

Mrówka szedł na przystanek z 3 letnią wówczas Księżycową. Na ławeczce siedziała zasuszona staruszka przypominająca ziemny orzeszek. Księżycowa podeszła do niej i z uśmiechem zapytała: Czy Ty jesteś babcią Czerwonego Kapturka?

19.04.2012

Książka, która nie poznała smaku zakładki

Tego dnia nie mógł się doczekać od poniedziałku, od chwili, w której ujrzał plakat oznajmiający, iż 19 kwietnia odbędzie się premiera Więźnia nieba.

Rano irytował się tym, iż księgarnie otwierane są tak późno. W pracy ledwie mógł się skupić. Przebierał nóżkami i myślami był już pomiędzy półkami zapełnionymi książkami, już dreptał wyimaginowanymi ścieżkami Barcelony sprzed pół wieku… Dla wprowadzenia się w klimat powrócił do Cienia wiatru, czytał na wyrywki i przypominał sobie czas, gdy sięgnął po raz pierwszy po tę książkę. Przypominał sobie rozmowy na jej temat z Brooke i cytat o szwajcarskich czekoladkach, który zamieściła na blogu po lekturze. A później rozczarowanie Grą anioła… i nagle pojawił się strach, że Więzień nieba nie spełni oczekiwań. Ale gdy trzymał w dłoniach tę zaledwie niewiele ponad 300 stronicową książkę przypomniał sobie, co mu ostatnio napisała właśnie Brooke – „(…) po prostu baw się, czytając:)” Tak też uczynił. Zaparzył sobie dzbanek zielonej herbaty z jaśminem, zaopatrzył się w paczkę papierosów i schował pod kocem. W ciągu kilku godzin znalazł się poza światem, przeniósł się tam, gdzie czuje się ostatnio najlepiej – do świata słów, które wypełniły go barwnymi obrazami postaci i miejsc, których nie zna, a w których czuje się tak cudownie.

I może uciekanie w świat książek, to nie jest najlepsze rozwiązanie, może kiedyś trzeba będzie stawić czoło realnemu życiu, ale dlaczego nie ma tam uciekać, skoro poczuł się dziś taki szczęśliwy? Te kilka godzin, które zajęło mu zachłanne połykanie słów sprawiły, że dzisiejszy dzień był najszczęśliwszym od wielu miesięcy. I tego się będzie trzymał.

Jak zawsze zachwycił Fermin Romero de Torres :)

„Może gdybym w charakterze dekoracji stanął w witrynie w samych gaciach, to jakaś białogłowa, spragniona literatury i łasa na mocne wrażenia, weszłaby ponieść koszty, bo jak mówią znawcy, przyszłość literatury zależy od kobiet, a Bóg mi świadkiem, że jeszcze nie narodziła się niewiasta zdolna oprzeć się niebanalnemu urokowi tego góralsko szorstkiego ciała.”
[Więzień nieba, Carlos Ruiz Zafon]

17.04.2012

schizo

Kawałek martwej ryby spadł mi dziś z nieba pod stopy.
Powoli chyba zaczynam wariować.

14.04.2012

Koszmar

Zbyt wiele fantasy jak na mrówczą głowę. Noc pełna męczących obrazów. Najpierw atakowały barwne krabo – pająki, później tysiące zwykłych pająków, stwory, potwory o ostrych kłach, wampiry… a później zmiana scenerii… stoimy nad zamarzniętym brzegiem morza. Trzymam Księżycową za małą rączkę, która powoli wysuwa się z mojej dłoni i Księżycowa odchodzi po grubym lodzie. Paraliżuje mnie strach, a gdy lód się pod nią załamuje nie mogę krzyczeć, choć teoretycznie wydzieram się z całych sił. Tonie, a ja nie mogę nic zrobić. Nie mogę się ruszyć. Budzę się z krzykiem uwięzionym w krtani, nie mogę oddychać i długo do mnie nie dociera, że to tylko sen.

13.04.2012

Tymczasowość

To już pół roku. Coraz łatwiej przychodzi milczenie. Święta spędzone w samotności. Wyłączony telefon. Żadnych złudnych nadziei, że zadzwonią, zaproszą, złożą chociaż życzenia i zapytają co słychać. Przestaję tęsknić. Przestaję idealizować. Tylko czasami zastanawiam się czy już nigdy nie będę miał rodziny.

Maksymalne dawki sprawiają, że obojętna mi stała się moja obojętność. Tylko wczoraj nagłe zaskoczenie i serce przyspiesza rytm, gdy okazuje się, że ktoś coś dla mnie, z myślą o mnie, i z wrażenia, wzruszenia zasypiam spokojnie, niemalże z głową na klawiaturze, a później budzę się i czytam długo w noc… przed snem zdaję sobie sprawę z tego, że potrafię jeszcze odczuwać i ta pustka we mnie jest tymczasowa.

07.04.2012

Garnek

Gwiazda, Sasza i Mrówka stoją w kuchni. Gwiazda pokazuje nad głową Saszy i mówi –
Gwiazda: Ten garnek z uszkami możesz zanieść na balkon.
Mrówka: To nie garnek z uszkami, tylko jego głowa.

Jajka

Mrówka ugotował jajka na twardo. Jedno z nich, jeszcze ciepłe przyłożył do twarzy Saszy i turlał nim po jego policzku.
Szasza: Jajkiem po twarzy? – krzyknął oburzony, by po chwili dodać – Nie wiedziałem, że to może być takie przyjemne.

06.04.2012

50%

- Bo widzisz, po mnie dwa razy przejedzie walec, a ja wstanę, otrzepię się i pójdę dalej. Ty tak nie masz. Ty się nie podnosisz. Gdybym mógł to oddałbym ci 50 % swojej siły. - powiedział i pocałował mnie w czoło, a ja miałem ochotę się rozpłakać.

Bunt

Mrówka zbuntował się przeciwko roszczeniom innych wobec niego, tych, którzy zawsze wymagali, by był na wezwanie, by stawał w ich drzwiach, gdy go potrzebowali, aby mogli na niego przelać szlam własnych problemów i nieszczęść.
Tomek, przyjedź, bo mi chujowo.
Bądź ze mną.
Zrób coś.
Nie zostawiaj mnie samej/samego.
Pomóż mi.


Mrówka zawsze na każde wołanie o swoją obecność [równie dobrze mógł być to ktoś inny, ale z racji tego, że Mrówka zawsze ma czas dla innych, wybierano właśnie jego] biegł na złamanie karku, i pomimo tego, że sam czuł się chujowo, uśmiechał się, bawił anegdotkami, wysłuchiwał uważnie, głaskał po główkach, parzył herbatki, przynosił wino i wonne papierosy, a w pewnych momentach przyłapywał się na tym, że zamieniał się w gwarka – nieświadomie przejmował akcent i intonację osób, z którymi rozmawiał.

Zawsze był zobowiązany do czegoś, a jeśli nie miał na to ochoty, wzbudzano w nim poczucie winy, silnie zakorzenione w głupiutkiej główce. Jeszcze na studiach wraz z Gwiazdą wymyślili hasło pracowników socjalnych – Żyję by służyć – i tak właśnie żył, spełniając wszelkie zachcianki wszystkich dookoła, tylko nie własne. Z czasem zorientował się, że jego zachcianki zniknęły, jedynie od czasu do czasu pojawiała się myśl o lodach pistacjowych, arbuzie, czy pójściu na koncert. Idealnie jednak wyczuwał potrzeby innych. Dla Gwiazdy kupował słodycze, gdy zbliżał się jej okres, Julianowi gotował pesto, spędzał weekendy z Halą na oglądaniu bzdurnych seriali, których nie znosił; był pasywny nie tylko w seksie, ale również w życiu. Zakodowana w nim uległość rozlała się na wszystkie sfery życia i myślał, że tak właśnie ma to wyglądać – ma być, by sprawiać innym przyjemność.

Większości tak łatwo przychodzi powiedzenie Weź się kurwa w garść! Ogarnij się! Zrób coś ze swoim życiem! Jeśli tylko oczywiście zauważą, że jest z nim coś nie tak. Nikt nie powie – rozpadnij się jeśli masz ochotę, a ja w odpowiednim momencie pomogę ci się pozbierać; będę trzymać cię za rękę choćby z drugiego krańca świata i zawsze będę po twojej stronie.

I gdy po raz kolejny usłyszał, że ma być, bo komuś jest źle, gdy nie usłyszał pytania o jego własne samopoczucie, gdy został zredukowany do roli błazna pocieszyciela, wstał i wyszedł bez słowa. Przełknął kulkę płaczu, by później w domu ją zwymiotować w zaciszu łazienki.
Spojrzał w zwierciadełko i zapytał sam siebie – jak wyglądają twoje marzenia?
Jestem w nich sam, w pokoju bez drzwi. Nikt nie ma do mnie dostępu. Jedynie półki wypełnione książkami, które chcę przeczytać.

02.04.2012

sam

Gorący prysznic zmywa ślady obcych dłoni, śliny i spermy. Wcierając w ciało masło o delikatnym zapachu bawełny zauważam zadrapania po wewnętrznej stronie uda, siniaki na zewnętrznej. Dotykam ich z zaciekawieniem, zastanawiam się czy były tam wcześniej, czy pojawiły się dopiero dziś. Nie pamiętam. Tak wielu spraw nie pamiętam.
Stary nawyk powraca. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca wychodzę, próbuję zapomnieć o świecie i bezproduktywnym życiu. Zatracam się w przygodzie, która zawsze kończy się tak samo. W cudzym łóżku, z obcym mężczyzną obok. Nawet nie wiem jak ma na imię. Nie obchodzi mnie to. Zastanawiam się tylko jak wyjść z twarzą z tej sytuacji, z tego mieszkania… to zawsze boli tak samo, bo zdaję sobie sprawę z tego, że lekarstwa na własne problemy nie znajdę pomiędzy udami obcego faceta, a jedynie pogłębiam tam wrażenie samotności. Ukojenie jakie miał przynieść cudzy dotyk nie nadchodzi.  Jestem sam, nie mam już nikogo, komu by na mnie zależało, a ten facet obok tylko mnie pieprzył.
Nie rozumiem dlaczego to robię. Chciałbym gdzieś wrócić, ale nie mam gdzie, nie mam żadnego miejsca, w którym czułbym się bezpiecznie. Nawet  w samym sobie boję się zamknąć, bo zgniję w tym gównie, które mnie wypełnia.
Tak bardzo chciałbym się nigdy nie pojawić.
PS. Nie kocham życia.

01.04.2012

Żart

Zrobiono mi dziś najgłupszy z możliwych żartów. Nie zabawny, a wywołujący falę stresu, strachu i przerażenia.

A on poznał kogoś. Nic z tego nie będzie, odległość zbyt duża, ale napisałem dla niego wierszyk i poczułem się jak bożek jakiś, gdy się z niego cieszył. Rozmawialiśmy o Tobie.
Chuj mnie to obchodzi!!!
Jestem obrażony na świat.