14.02.2014

chujnia

Platoniczne uczucie jest cudowne, ale bardzo boli, gdy po kicianiu się przychodzi rzeczywisty świat.
Nigdy więcej kiciania. Nigdy więcej nic. A on śpi i się uśmiecha.

07.02.2014

Szczęście



Czasami zastanawia się, jak to jest z tymi psiarzami i kociarzami. Kto jest lepszy, bardziej introwertyczny, egoistyczny… Za każdym razem dochodzi do wniosku, że wszystko zależy od charakteru osobnika; poza tym, ludzie kochający swoich pupili nie mogą być źli; no i oczywiście zwierzęta jest łatwiej kochać niż ludzi, bo są od nich lepsze. 

Przypadek sprawił, że akurat to lato spędzał w lesie. Las ponoć zamieszkiwały łosie, ale jedynym, jakiego czasami widywał, był ten w lustrze. Za lasem mieszkali znajomi Piciego i traf chciał, że Mrówka zawitał do nich pewnego słonecznego dnia. W trawie przy studni wylegiwała się ogromna, kolorowa kotka z pięcioma maleństwami. Spośród kłębowiska łapek i ogonków spojrzały na niego niebieskie oczka i już wiedział, że ich właściciel należy do niego, że są sobie przeznaczeni. Wyłowił małe, rude, kudłate stworzonko i pokochał je miłością bezwarunkową, ot tak, w jednej chwili. Całował mały, różowy nosek, przytulał stworka i ciągle powtarzał, że teraz już zawsze będą razem i zostaną najlepszymi przyjaciółmi.

Kilka tygodni czekał, aż kotek będzie na tyle duży, by mógł go zabrać do domu. Stało się to bodajże na początku lipca. Do tego czasu wymyślał imiona, zapisywał je na kartce i długo im się przyglądał. Borys, Sasza, Natasza… Mimi zaproponował Humongous… jednak Mrówka już wtedy wiedział jak ma na imię rudy kociak i nie mógł mu nadać żadnego innego imienia. 

Od pierwszego dnia rudzielec chodził za nim krok w krok i cicho popiskiwał, a że Mrówka ciągle do niego gadał, to biedak nie nauczył się miałczeć, jeno wydaje z siebie dziwne dźwięki typu – uriałłł, ou i inne takie. Ou to w jego języku tak, gdyż zawsze właśnie w ten sposób odpowiada na pytanie o jedzonko.

Małe Zezowate Szczęście zawładnęło mrówczym życiem, poduszką, kolanami, kubkami i talerzem. Musiał spróbować wszystkiego, co jadł Mrówka, ze szpinakiem na czele, dzięki czemu rósł jak szalony i do Miasta Piernika przyjechał trzy razy większy niż był początkowo. Później rósł dalej i chyba trochę przesadził, bo doszedł niemalże do rozmiarów całkiem pokaźnego rysia. 

Mimi przestrzegał przed bezstresowym wychowywaniem, ale Mrówka zapierał się, że nie będzie ingerował w kocią naturę; może dlatego Zezowaty go zdominował i przejął władzę w domu. Zrzucał z półek wszystko, co stało mu na drodze do szczęścia, nawet ukochany mrówczy adapter zaliczył lot z komody na parkiet. Jednak Mrówka nie krzyczał, nie wytykał błędów, a winę brał na siebie – przecież to on ustawiał rzeczy tak, że ograniczały kocią przestrzeń. Nawet na wściekłe gryzienie nie potrafił zareagować jak Super Niania. Śmiał się i nazywał te ataki wściekiem dupy, a później tłumaczył się wszystkim z licznych zadrapań pokrywających jego ręce.

Zezowaty nigdy nie nauczył się pić ze swojej miseczki. Patrzył na Mrówkę i jakby mówił – ty pijesz z kubka, a ja mam miskę? Pogięło cię? Przecież jesteśmy tacy sami – i wsadzał dziób do wszystkich kubków pozostawionych bez opieki. Dlatego pewnego dnia Mrówka przyniósł z kuchni swój ulubiony pękaty kubeczek, nalał do niego mineralnej wody i stawiając go na kredensie powiedział – To dla ciebie łobuzie. Od tamtej pory obaj są szczęśliwi, a Zezowaty sprawdza jedynie kubki gości, gdyż a nóż będzie w nich coś dobrego. 

Przez półtora roku wyrobili sobie wspólne rytuały i Zezowaty bardzo nie lubi, gdy Mrówka narusza zasady. Tak więc każdego ranka ścigają się do kuchni [czasami nawet Mrówka wygrywa] i Zezowaty próbuje łapka otwierać drzwi. Mrówka cichaczem naciska klamkę i mówi dumny: Pięknie kochanie! Dzielny chłopak sam drzwi otwiera. A Zezowaty w tym czasie z ogonem w górze ociera się o mrówcze nogi i pomrukuje. Później pada pytanko: Chcesz jedzonko? I kocia odpowiedź: Ou. Dopiero po zaserwowaniu śniadania Mrówka wstawia wodę i przygotowuje sobie kawę – ma w życiu przecież priorytety!

O Zezowatym Szczęściu mógłby opowiadać bez końca, o tym, jak się zmieniał z czasem, jak zaczął rozpoznawać mrówcze nastroje i  na nie reagować, jak stoi rano nad głową i gapi się, jakby siłą woli chciał go obudzić, a gdy mu się to znudzi, to czasami bezczelnie pacnie Mrówkę w twarz, a jego desperacja mówi wtedy: Ej, stary, wstawaj. Głodny jestem. Kuwetę trzeba mi sprzątnąć.

Jak teraz wyobrazić sobie życie bez niego? Bez tego Szczęścia, które jedyne?

03.02.2014

U psychiatry



P: Jak się czujemy?
M: Źle jak chuj.
P: Rozwińmy tę myśl.
M: Mam ochotę się zapić, albo przyjebać głową w ścianę.
P: Ojjoj.

02.02.2014


Chciałby się nie bać.
Chciałby umieć mówić.
Tylko kotu codziennie na ucho szeptem, że kocha.