31.08.2016

Szczęście ma rudy kolor

Ułożył się z kieliszkiem wina w dłoni [i butelką na podorędziu] na stosie poduszek i zapatrzył w zieleń drzew za oknem. Sam nie wiedział, gdzie błądziły jego myśli lekko spowolnione różową kapsułką. Nawet nie zauważył, gdy Szczęście usiadło mu na biodrze, a dłoń mimowolnie zatopiła się w rudym futrze. Dopiero gdy kot przeciągle miałknął, by zwrócić na siebie uwagę, spojrzał w bursztynowe oczy i uśmiechnął się. Jesteś moim największym szczęściem – powiedział – kocham cię.
Od bardzo dawna miłość wyznawał jedynie Szczęściu. Codzienny rytuał, by nie zapomnieć, jak brzmi melodia tych dwóch słów. Nie wiedział, czy kot darzy go jakimś uczuciem, czy też traktuje jedynie jako żywy podajnik karmy. Było mu to obojętne. Liczyło się to, że on wciąż potrafi odczuwać tak intensywnie. Uwielbienie pojawiło się znikąd i od pierwszej chwili było niesamowicie naturalne, pierwotne. Tak kochał jeszcze jedynie Księżycową.
Zapalił papierosa. Szczęście spojrzało na niego z niesmakiem, zmrużyło oczy i zeskoczyło na podłogę, a Mrówka znów zagapiony w okno, zastanawiał się, dlaczego tak trudno mu kochać ludzi i dlaczego tak bardzo się przed tym broni. Ludzie to szuje, pomyślał. Tylko na garstce nielicznych mu zależy, choć rzadko im to okazuje, chyba za bardzo boi się, że im nie zależy na nim. Lipne i naciągane wytłumaczenie. Zawstydził się, bo zdał sobie sprawę z tego, że taki wiele spierdolił milczeniem. Mowa srebrem,milczenie złotem. Powinien być w chuj bogaty, a czuje się ubogi.

30.08.2016

ajfon srajfon

Sz: Niedługo wychodzi nowy iPhone7 i chyba sobie zamienię swoją 6 na tę 7.
M: Acha. Fajnie.
Sz: A ty jaki masz telefon?
M: Czarno - biały.

29.08.2016

Tramwaj

Jadąc tramwajem nie mógł skupić się na czytaniu, więc mimowolnie obserwował otoczenie. Zagapił się na matkę i dziecko, którzy rzucali do siebie kukurydziany chrupek. W pewnym momencie matka nie wytrzymuje i krzyczy: Jesz?! Nie chcesz?! No to po co chcesz?!, a Mrówka uśmiecha się pod nosem, odwraca wzrok do okna i zerkając na zamgloną Wisłę zaciesza, że nigdy nie będzie ojcem.

09.08.2016

Blondynka

Dzień zaczął od drinka wypitego duszkiem. Przy drugim trochę się rozluźnił i włączył stary dobry jazz. Zassał trzy chmurki słodkiego dymu, który rozszedł się przyjemnym ciepłem po ciele i zakwitł uśmiechem. Nucił sobie z Ettą James o odnalezionej miłości. Jak to możliwe, że życie tak szybko płynie i tak bardzo go zmienia? Początkowa złość na samego siebie minęła, przeradzając się w głupkowaty chichot, aż włosy wymsknęły się z kucyka i rozsypały na twarzy. Dmuchnął na ciemny kosmyk i pomyślał, że chyba najwyższa pora przefarbować się na jasny blond. Stanie się słodką idiotką zasysającą drinki przez kolorowe słomki. Ludzie i tak biorą go pewnie za kretyna. Jak ten facet, z którym umówił się ostatnio w hotelowym pokoju, bo wciąż trzyma się zasady, by nie wpuszczać obcych do swojego świata. Facet przyjechał z Piły czy z Poznania, nawet już nie pamięta. Początkowo wszystko szło dobrze, bezpieczna odległość i rozmowa przy piwie. Gorzej gdy podszedł, dotknął, przyciągnął do siebie. Przyjemna ekscytacja płynąca z obserwowania i kokietowania gdzieś prysnęła. Zastąpił ją niesmak i choć starał się go przełamać, nic z tego nie wyszło. Wracając do domu zastanawiał się, co jest z nim nie tak. Dlaczego nie potrafi odpuścić i choć raz się zabawić? Przecież to nic złego. Że też w tej głowie musi mieć tak nasrane... pozostają jedynie mrzonki słodkiej idiotki o kawalerze, który zawładnie kiedyś duszką... albo chociaż ciałem.

03.08.2016

Jestem

Zbudował sobie swój mały świat i wydawać by się mogło, że ma w nim wszystko pod kontrolą. Trzyma wszystko i wszystkich na dystans. Dobrze mu tak, jak jest. Choć ostatnio usłyszał: Wiesz, co mnie w tobie najbardziej dziwi? Masz niesamowitą zdolność do uzależniania się od ludzi, a jednocześnie jesteś niezdolny do przeżywania bliskości.
Coś w tym chyba jest.


Kiedy potrzebowałem pieszczoty, na chwilę zbliżałem się do ludzi. Potrzebowałem ich, by być między nimi, bawić się, rozmawiać, słuchać, patrzeć, pić, by dotknąć choć namiastki bliskości drugiego człowieka. I tak oto nadałem mojej samotności znośny wymiar, by być nieszczęśliwie szczęśliwym. […] W swojej samotności nauczyłem się żyć z książkami. Maluję przeczytanymi słowami. Zamrażam i zatrzymuję chwile. Bardzo rzadko w swojej samotni się nudziłem, a jeśli nie mogłem czytać i było mi źle, to zwijałem się w kłębek, zamykałem oczy i wyobrażałem sobie miejsca, w których kiedyś będę.”
Mariusz Maślanka – Na imię mam Jestem