29.06.2012

wracając

zawsze cieszył się na widok wieżowców, które królują przy wjeździe do Miasta Piernikiem Pachnącego. Dziś był wściekły, gdy je zobaczył. już wczoraj system nerwowy padał powoli.
wieś go uspokoiła, martwił się jedynie tym, co poda na obiad, lub co się stanie z sadzonkami, gdy na zewnątrz szaleje burza. chodził głównie w piżamie i nie myślał prawie o niczym. sny męczyły. czasami w środku nocy chciał się do kogoś przytulić.przytulał się wtedy do dodatkowej poduszki i miał w dupie cały świat.
wracając pomyślał, że musi się zeszmacić, choćby na chwilę, żeby zrobić sobie źle, dobrze, żeby poczuć coś, choćby przez chwilę.
wracając pomyślał, że nic dla nikogo nie znaczy.
wracając pomyślał, że coś dla kogoś znaczy.
wracając pomyślał, że to tylko na chwilę.
a później pomyślał, że chwila będzie zbyt krótka.

28.06.2012

Telefon do przyjaciela

Mrówka: Piotruś, a co to jest - i zaczyna drzeć się do słuchawki - lalala lalalalalalalaaaa!!!!
Piotr: Darcie ryja o 8 rano.
Mrówka: Ale ja nie wytrzymam, to mi atakuje głowę i nie mogę tego zablokować. Ratuj.
Piotr: Dobra. Zanuć jeszcze raz.
Mrówka: Lalala lalalalalalalaaaaaaaaa.
Piotr: Brzmi jak Gąsowski  albo... Piotr Szczepanik. A pamiętasz jakieś słowa?
Mrówka: Coś tam coś tam coś tam tam...
Piotr: Nie no, super! Ambitny tekst.
Mrówka: Coś o miłości tam było... takie jakieś... bo miłość jest jak tadadadadadadam i coś tam coś tam....
Piotr: Genialne musi być, ale niestety nie kojarzę. Pa.

27.06.2012

Spadającą gwiazdkę...

No nie mogę przestać śpiewać od kilku dni. Dobrze, że sam w chatce siedzę, bo pewnie za to pianie oberwałbym w łepetynę.

Złośliwość sprzętów martwych i szybka wycieczka


Mrówce wczoraj w Antonim padł touchpad. Zadzwonił do Piotra
Mrówka: Tragedia! Padł mi touchpad!
Piotr: Co ci spadło?
Mrówka: Touchpad mi padł. Czyli nie działa mi w Antonim płytka do macania.
Piotr: Ja się na tym nie znam, ale popytam znajomych i naprawimy… albo nie naprawimy.

Mrówka kombinował na wszelkie sposoby, szukał pomocy w Internecie, odkrył skróty klawiszowe, i że touchpad w polskim języku to GŁADZIK – czyż nie pięknie? Ściągnął nawet w przypływie pomysłowości nowe sterowniki, zainstalował i nic. Naciskał wszystko, co tylko wpadło mu pod paluszki i nic. W desperacji zapytał Waćpannę czy się wyznaje na touchpadach, na co uzyskał odpowiedź: zanim wyjaśnię szczegółowo, jak  według mnie cokolwiek się naprawia wyjaśnij, co masz na myśli, mówiąc toczpad, bo pierwsze słyszę? Czy to coś co jest związane z padaniem i taczką?
Z padaniem zapewne, bo padło – pomyślał Mrówka pomiędzy chichotami – ale taczka? Taczką to ja jutro do Powiatowego Miasteczka będę zasuwał po pomoc.
Na odstresowanie się poczytał, pogadał, wypił piwo i zasnął.
Skoro świt obudził się, ubrał i ze spuchniętymi oczyskami ruszył w drogę. 5 kilometrów do najbliższej wioski, z której odjeżdża PKS… ja pierdolę! – przeklinał pod nosem – ja pierdolę! Ale daleko! A jak mnie wilcy do lasu wciągną? I na poprawę humoru śpiewał sobie:
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Przyda się w deszczowy dzień
Bo kiedy piętrzą się kłopoty…
Tralalalalala

Do Powiatowego Miasteczka nie dotarł. PKS jechał jedynie do Gminnego. Może być i Gminne – pomyślał i wsiadł do rzęcha, w którym wytelepało go za wszystkie czasy.
Gminne Miasteczko dobrze pamiętał. Bywał w nim często w młodości wczesnej. Miał tu przyjaciół, pił wino na przystanku, na dworcu PKP uśmiechał się do pociągów, za kościołem palił Diabelskie Ziele, w MCK bawił się na wielu koncertach… ech, śmiesznie kiedyś było i więcej się chciało – podsumował myśli i wszedł do sklepu AGD.
Mrówka: Dzień dobry. – powiedział do Tłuścioszka za ladą.
Tłuścioszek: Cześć Tomskiiiiiiiiiiiiiiiii!!!! Kopę lat! Gdzieś ty się podziewał?
Oj – pomyślał Mrówka wystraszony i z głupawym uśmiechem przyglądał się Tłuścioszkowi – Kto to może być. Młody blondyn, kiedyś pewnie przystojny, nawet ładny i uroczy… jakieś 30 kilo temu.
Mrówka: Rzadko tu bywam, wiesz praca, praca, praca – zagadnął by zyskać na czasie i nagle go olśniło – Krzysiu! W pierwszej chwili Cię nie poznałem… przy… zmieniłeś się trochę… hm… wydoroślałeś. – błądził w zagajniku ze słów, bo co można powiedzieć chłopcu, który był piękny, a teraz wygląda jak świnka przy korycie?
Tłuścioszek: Wiem, wiem, trochę mnie przybyło. Powodzi się, a co?! – wykrzyknął, a Mrówkę zatkało.
Powodzi się? – pomyślał – spasłeś się jak wieprz, a nie ci się powodzi, co ma wspólnego powodzenie z takimi fałdami tłuszczu, przecież policzki zasłaniają ci oczy, dlatego cię nie poznałem!
Co u ciebie? Bla bla bla. Co za nuda. Nuda. Nuda. Spotkanie po latach, kurwa, że też zawsze ja!!! Dzieci, żona, dom, pies, praca. A u ciebie? Jakaś panna? A spierdalaj jełopie! Nie. Spieszę się na autobus, daj mi myszkę i spadam. Musimy się kiedyś spotkać. Chyba ocipiałeś. Jasne, umówimy się na browarka. Musiałbym się zalać w trupa, żeby z tobą godzinę wytrzymać. Jezu, ale ja jestem dziś chamski. Dobra dobra. Buziaczki kurwa papatki gdzie mój autobus????

26.06.2012

Radiowy konkurs

Pan Prowadzący: Gdzie odbywała się słynna scena balkonowa ze sztuki Szekspira: w Wenecji czy w Weronie?
Słuchacz: W Wenecji.
Mrówka: Następne pytanie dla pana: dlaczego Ziemia nosi takich debili????

25.06.2012

Mega wtopa

Mrówka pobiegł do kuchni, a że strasznie go suszyło, złapał pierwszą butelkę stojącą w pobliżu i wlał w siebie jej zawartość.
Kurwa! - wrzasnął po chwili i pędem ruszył do łazienki, bo zorientował się, że wypił wodę z nawozem do podlewania kwiatów. Rzygał jak rasowy bulimik.
A w nocy coś po nim przebiegło...

23.06.2012

Dziwne dziwy


Mrówka wyszedł na chwilę przed dom położyć świeży obrus na stoliku. Ścieżką obok przejeżdżał jakiś chłop.
Chłop: Ależ panienka wyrosła! Kto by się spodziewał. – powiedział z rozdziawioną buzią – A jeszcze niedawno panienka naguśka biegała po ogrodzie z bratem.
Mrówka: A no wyrosłam, wyrosłam. – odpowiedział Mrówka z uśmiechem i wymruczał pod nosem – Dobrze, że mnie teraz nagusieńkiej nie widziałeś, bo byś z tego roweżyka się zjebał.

Słońce


Po kilku dniach nad lasem wreszcie pojawiło się słońce. Może wywołała je Katasza zmierzająca właśnie ku Mrówce z koszykiem pełnym łakoci. Może Brooke i jej atak śmiechu wywołany przez Mrówkę. Może Piotr i poranne jagodzianki przywiezione z odległego sklepu. Może wszystko jednocześnie. Ważne, że mógł Mrówka szeroko otworzyć wszystkie okna i zaciągnąć się świeżym pachnącym powietrzem. Ważne, że będą mogli świętować w ogrodzie. Ważne, że uśmiecha się i czuje się lekki pomimo ciężkiej nocy i myśli głupich i rozmów o tym co było i co znaczyło, i co by było gdyby…
Myśli, że niczego nie żałuje, że gdyby miał wejść w to wszystko jeszcze raz i miałoby później strasznie boleć, tak jak bolało, albo i bardziej, to znużyłby się w tym zakochaniu jeszcze raz bez chwili zastanowienia. Bo był szczęśliwy. Chwilami naprawdę był szczęśliwy.

22.06.2012

Wargi


Mrówka siedział w miękkim, głębokim fotelu z Antonim na kolanach. Gadał do niego jakieś bzdety o lampkach choinkowych, uśmiechał się do Brooke, słuchał Billy Holiday z odgrzebanego adaptera po rodzicach Piotra, myślał o małej butelce miętówki stojącej pomiędzy dwoma właśnie czytanymi tomami opowiadań Czechowa i zasnął. Ot ci historia. Byłaby jedynie ciepłym wspomnieniem przebiegającym przed oczyma wieczorem, ale przyśnił się sen, a we śnie usta, wargi różowe, różowiutkie, soczyste i w sam raz do całowania, lizania, gryzienia. Wargi Mrówkę pocałowały, Mrówka pocałował wargi. Wargi się spotkały i o dziwo nie walczyły ze sobą języki o uzyskanie przewagi, a spójnie tańczyły badając wnętrza ust i było w tym tyle cudnej namiętności, że się z wrażenia Mrówka obudził pełen zdziwienia i tęsknoty. Szkoda, że wargi nie posiadały twarzy, a jedynie coś przeczuwalnego w jej miejscu, coś nieznanego, coś do czego można by tęsknić w deszczowe popołudnia w wiejskim domku na skraju lasu.

21.06.2012

Trąbka

W bluesowym rytmie będzie się chwilowo alkoholizował.

Rude jest wredne?

Rude jest wściekłe nawet po kąpieli!

20.06.2012

Wkurw


Dziś nic nie było przyjemne. Pieczenie, smażenie, picie herbaty przed domem, czytanie… nic nie sprawiało przyjemności. Wewnątrz narastało zdenerwowanie, wściekłość, wkurw ogromny, który próbował Mrówka rozładować sprzątając w piotrowych szafach, szafkach i kufrach. Niczego to nie zmieniło. Nad lasem pojawiły się granatowe chmury i burza rozpętała się nie tylko w Mrówce. Niebo rozświetlało się fleszami, by po chwili pizgnąć gromem, od którego porcelana drżała w kredensie, a Mrówka podskakiwał wystraszony.
Próbował pozbierać się do kupy prasując wszystko co było pogniecione, piorąc firanki i szorując podłogi. Nic! Na zakończenie zdemontował nawet zepsute drzwi, których Piotr nigdy nie miał czasu się pozbyć. Wkurw jak był tak był i jest nadal. Miodolada z imbirem nie pomaga. Wrzaski wściekłe również nic nie wskórały. Tupanie dolnymi kończynami na nic się zdało. Najchętniej by coś zburzył, rozpierdolił w drobny maczek chujaczek, albo kogoś dźgnął milion razy nożem między żebra i nie tylko, a później dźgałby wściekle dalej i dalej, i dalej, aż zasnąłby zmęczony w kałuży posoki.