27.04.2014



Dawno nie uciekał tak intensywnie. 

Pierwszy trzeźwy dzień uświadamia, że nie pamięta kiedy ostatnio brał leki. Trzęsące się dłonie i napady płaczu niby bez przyczyny. Żeby cokolwiek poczuć ranił siebie i pozwolił robić to innym. 

Telefon z odległego kraju przypomina mu, że potrafił być szczęśliwy z drugim człowiekiem. Uśmiecha się na myśl, że za niewiele ponad 3 miesiące znów staną naprzeciw siebie. Beczy, bo zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskni. Słucha słów, którymi się pragnie nakarmić na zapas, choć nie wierzy w miłość, nie w taką, choć właśnie w tę przecież chciałby wierzyć, w tę niewinną, bez seksu i zazdrości, bez wymagań poświęcenia się dla drugiego człowieka, zatracenia siebie, by spełniać oczekiwania.

Chciałby już mieć te zielone oczy przed sobą. Chciałby się wtulić i poczuć bezpiecznie. Móc mówić o wszystkim co ważne i błahe. Iść na spacer i pić oranżadę. Przy nim wszystko jest takie proste i naturalne. Przy nim wszystko, co roztrzęsione uspakaja się...