26.03.2013

Wystan Hugh Auden - Nie zaznasz spokoju

Chociaż dzień przejrzysty i łagodny
Uśmiecha się nad wieżą twojego szacunku
I powróciły jego kolory, burza cię zmieniła:
Nigdy nie zapomnisz
Ciemności kryjącej nadzieję, nawałnicy
Zapowiadającej twój upadek.

Musisz żyć ze swą wiedzą.
Z tyłu, daleko, na zewnątrz ciebie są inni,
W nieobecnościach bez księżyca, o których nie słyszałeś,
Którzy na pewno o tobie słyszeli,
Istoty nieznanej liczby i rodzaju:
I oni cię nie lubią.

Powiedz, co im zrobiłeś?
Nic? Nic nie jest odpowiedzią:
W końcu uwierzysz - co możesz poradzić? -
Że naprawdę, naprawdę coś zrobiłeś;
Odkryjesz, że pragniesz ich rozśmieszyć,
Będziesz tęsknił za ich przyjaźnią.

Nie będzie nigdy spokoju.
Więc walcz, z taką odwagą, jaką masz
I po każdym ci znanym nierycerskim uniku,
Zostaw przejrzyste miejsce w świadomości;
Ich sprawa, jeśli jakąś mieli, jest teraz dla nich niczym;
Nienawidzą dla nienawiści.

23.03.2013



Zobaczyłem ją wracając z zakupów. Wybierała marchewkę z drewnianej skrzynki. Pod czarnym, obcisły płaszczem rysował się pęczniejący nowym życiem kształt brzucha. Nowe życie, którego pewnie nie pozwoli mi poznać. Wyglądała olśniewająco pięknie. Nasze oczy spotkały się na chwilę, po której odwróciła twarz i dalej przebierała w marchewkach. Zdążyłem wychwycić jedynie jej obojętność, zupełnie jakby patrzyła na obcego człowieka. 

Przez chwilę chciałem podejść i się do niej przytulić. Powiedzieć, że trzeba o wszystkim zapomnieć i iść dalej, razem, bo przecież rodzina powinna trzymać się razem, powinniśmy choć spróbować wzajemnie się zrozumieć. Chciałem jej powiedzieć, że ją kocham, ale jej obojętność była paraliżująca.

Obojętność niszczy w człowieku nadzieję.

21.03.2013

HMS


bezsens

Zauważyłem, że najczęstszym komentarzem padającym z mych ust jest zdanie: To bez sensu. Zastanawiam się, czy naprawdę w niczym nie dostrzegam sensu, czy tylko nie chce mi się produkować, gdyż i tak nikogo nie interesuje moja opinia.

19.03.2013

to, co mrówki kochają

Gdybym był kobietą, ubierałbym się jedynie w zapach Versace Crystal Noir Woman. Oszalałem na jego punkcie, jestem całkowicie zafiksowany i nie mogę wyjąć nosa z ostatniej książki Jacka Dehnela, którą dziś kupiłem, a którą tym właśnie zapachem namaściłem na spotkaniu z Halą. Najlepszy polski wydawany pisarz młodego pokolenia i najcudowniejszy zapach w połączeniu dają efekt oszałamiający, powalający, a wręcz zniewalający!

13.03.2013

Zwierzyniec

Mrówka, Pszczoła mi mówił, że Mucha został psem. - powiedział Smok.

Mrówka w pracy

Mrówka musiał dziś spędzić trochę czasu w biurze nad stertą papierów. Wypełnianie formularzy i kopiowanie dokumentów go wyczerpało, więc wyjął z torby ogromną kanapkę i pochłaniał ją łakomie, gdy wszedł Szef.

Szef: A ty nie masz innego miejsca do zjedzenia? - zapytał.
Mrówka: Mam. W lesie jest chatka z piernika, ale zostawiłem ją sobie na deser.

11.03.2013

Dobrze było wyzbyć się kontroli, zrzucić wszelkie pęta, zamknąć oczy i pozwolić, by muzyka stała się ciałem, by rytm drżeniem rozchodził się od stóp po cebulki włosów.

Dobrze było na śniadanie wypić piwo i ściągnąć dwa buchy, by znów tańczyć, śpiewać, wirować.

Dobrze było sobie uświadomić, że to już inny świat, taki, którego nie potrzebuję i do którego nie pasuję, bo nie ma między nami już słów, są jedynie wspomnienia, ale nie stworzymy już niczego nowego, nie ruszymy z miejsca, w którym utknęliśmy dziesięć lat temu.

Dobrze było wrócić do domu ze świadomością, że niczego nie tracę, że się nasyciłem, a może nawet przesyciłem i już nie będę tęsknił, nie będę się zastanawiał, co by było... ludzie, którzy kiedyś byli częścią świata, dziś są zupełnie obcy, nie czuję potrzeby ich poznawania, a wszelkie próby byłyby jałowe.


10.03.2013

pod rozwagę

1. Czasami lepiej byłoby nie trzeźwieć.
2. Czasami lepiej nie brać alkoholu do ust.

06.03.2013

Dance with me


mów do mnie

Siedząc z kubkiem kawy zastanawiam się, co pokazała mi Gwiazda, gdy zakładałem trampki tuż przed wyjściem do pracy.

Może był to nowy zapach, którym otuli swe śniade ciało wieczorem, gdy będzie szła na spotkanie ze swoim byłym, znów obecnym chłopcem.

Może była to książka o miłości, która pomaga jej zrozumieć uczucia, a którą usilnie próbuje mi wcisnąć, ale ja się wciąż bronię, bo przecież rozumiem. Miłości nie trzeba mi tłumaczyć, jest dla mnie naturalna jak oddychanie i równie potrzebna, by przetrwać.

Czytam kilka akapitów Fal, V. Woolf i zachwycam się płynnym rytmem słów, ich pięknem, delikatnością i siłą z jaką do mnie docierają. Siedem par oczu spogląda na czerwony kwiat tworząc go, a może jedynie dopełniając.

Patrzę w stronę okna. Drzewa pozbawione jeszcze liści zdają się być nagie i bezbronne. Nad nimi jasny błękit nieba, do którego nieśmiało się uśmiecham. Chwilę siedzę w bezruchu i jedynie ciche pomruki komputera uzmysławiają mi, że poza mną istnieje świat, którego w tym momencie nie widzę. Gdy umrę, też będzie istniał. Pozostanie niewzruszony, gdy dla mnie jego obraz zgaśnie na zawsze. Pęknę jak mydlana bańka, rozprysnę się kropelkami wspomnień, przez jakiś czas będę wilgotnym śladem na membranie pamięci, a później wspomnienia się zatrą. Pozostanę jedynie na kartach powieści, jako ja nie ja i nikt nie będzie wiedział, że to były moje sny i słowa, bo prawda miesza się z fikcją i wszystko staje się nieprawdopodobne.

Pocieram dłonią brodę, głowę przechylam na prawe ramię i myślę nad ulotnością człowieka. Jak to możliwe, że ludzie pojawiają się w moim życiu znikąd, oswajają mnie powoli jak dzikie zwierzątko, głaszczą słowami, wzbudzają we mnie potrzebę posiadania człowieka, której od lat usilnie staram się wyzbyć. Zostało kilka osób. Na palcach lewej dłoni rysuję oczka i uśmiechy Pięciu Wspaniałych, których kocham, i bez których byłoby mi bardzo źle. Im potrafię wszystko wybaczyć.

Myśli przerywa brutalny dźwięk domofonu. Otwieram drzwi i idę do kuchni wstawić wodę na herbatę. Na stole dwa kubki, cukierniczka, miód, orkiszowe ciastka z ziarenkami sezamu. Początkowo moje ciało jest skrępowane, garbi się i zasysa do wewnątrz, chcę być jak najmniejszy, by o nic nie zawadzić, niczego nie zepsuć, nie dotknąć. Przez chwilę zastanawiam się po co to napięcie, przecież wszystko, co najgorsze mamy już za sobą, a skoro to nas nie zniechęciło, nie odepchnęło na dobre od siebie, to mogę być po prostu zwykłym sobą, nie muszę się denerwować. Odpuszczam więc i z wrażenia wylewam kawę tuż obok rozchylonych warg. Śmieje się ze mnie, gdy z zawstydzeniem wycieram dłonią brodę i mówię - ups, nie trafiłem. Sytuacja się rozluźnia. Opieram stopy na jego kolanach i czuję, że jest dobrze, naturalnie, że mogę tak na wpół leżąc paplać w nieskończoność.

Było przyjemnie i cieszę się, że wciąż potrafię dziwić się światu, który ma przede mną wiele tajemnic.

- Mam ochotę na michałka.
- Co?
- Mam ochotę na michałka.
-A, na michałka! - mówi zdziwiony i zatacza się od śmiechu - Zrozumiałem: Mów do mnie chałka.

05.03.2013

Płomienna noc

Wszedłem do szajerka, w którym babcia składuje drewno na opał. Przyglądałem się pajęczynom i napisom na murach, które zostawiliśmy tam w dzieciństwie. Była noc, a ja się przed Złym chowałem. Strach potęgowała głucha cisza. Lepka masa wciskająca się do wewnątrz przez skórę. Przechodząc pod belką podtrzymującą strop usłyszałem syk. Włosy ze strachu stanęły dęba, przez ciało przeszedł dreszcz, a z czupryny wystrzeliły iskry, od których zapaliło się wszystko wokół.

We śnie spaliłem mosty i wszystko to, dokąd prowadziły.

Gile i małpy

Brooke wyciągnęła gila z przeszłości [nie tak dawnej zresztą]. Pomyślałem: Co za małpa jedna! Będzie teraz z gila się nabijała, a gil był przecież piękny i ilustrował wiersz o zimie i ten wiersz też był piękny, jak wszystko, co ostatnio wyciągam z zakamarków pamięci. Ale to Brookowe wyciąganie zupełnie niechcący przyczyniło się do wypłynięcia na powierzchnię, takiego oto wspomnienia:

Mrówka jako mały chłopiec nie wiedział kim ma być. Wiedział tylko jedno - jego siostra i brat są idealni, więc postanowił, że będzie ich naśladował na każdym kroku. Niestrudzenie łaził im za zadkami, chciał się bawić tymi samymi zabawkami, jeść to samo i zawsze być tam, gdzie oni. Oni wściekali się nieustannie i nazywali Mrówkę upierdliwą małpą. Mrówka nie rozumiał tego, że oni się wściekali, miał na to jeszcze za mały rozumek, zresztą był zaślepiony miłością i uwielbieniem. Pomyślał nawet, że określenie "małpa" musi być bardzo pojemne i zawierać w sobie same pozytywne znaczenia. Że nazywanie kogoś małpą, to taka najwyższa forma wyrażania pięknych uczuć.

Pewnego dnia bawiąc się z Ciocią w aptekę, chcąc jej okazać wdzięczność za poświęcany mu czas i cudowną zabawę, objął ją małymi ramionkami, ścisnął z całych sił i dumnie powiedział: Ciocia, Ty moja kochana małpo!
Zastaje mnie jeszcze nie ubranego, w śpiochach i włosach sterczących we wszystkie strony, ze spuchniętymi po śnie powiekami i śladem poduszki na policzku.

- Wyglądasz jak gwiazda. - mówi i uśmiecha się.
- Chyba porno. - odpowiadam - Po 24 godzinach na planie.