Mrówka poszedł do psychiatry. Standardowo usiadł sfochowany i gapił się na wiszący po lewej stronie obraz, kiwając się przy tym w przód i w tył.
P: Jak tam panie Tomku? Wyszedł pan do ludzi tak, jak to ustalaliśmy?
M: Trochę.
P: A możemy to sprecyzować?
M: No raz wyszedłem... może ze dwa razy.
P: I jak było?
Mrówka chwilę milczy, po czym zaczyna machać podkurczonymi rękami.
M: Wolę być pszczołą.
28.07.2016
24.07.2016
nieznajomości
1223: Byłem tydzień temu w toruniu i chciałem poruchac
Mrówka: Może zwierz się z tego swojemu terapeucie, a nie obcemu człowiekowi?
Cisza.
Mrówka: Może zwierz się z tego swojemu terapeucie, a nie obcemu człowiekowi?
Cisza.
Kurtyna.
Drogówka
Szymon i Mrówka jadą w nieznane. Milczą do siebie, bo słowa gdzieś się rozpełzły i nie potrafią ich odnaleźć, pozbierać w zdania. W pewnym momencie zatrzymuje ich drogówka. Sprawdzają dokumenty, każą Szymonowi dmuchać w balonik, a na koniec Pan Władza mówi: A teraz trójkąt. Na co Mrówka zerka na Szymona, wyszczerza kły w głupawym uśmieszku i wskazując na tylne siedzenie mówi: No to zapraszamy.
15.06.2016
Konik
Szymon: Uśmiechnij się.
Mrówka się uśmiecha.
Szymon: Ale nie tak. Tak szeroko, z zębami.
Mrówka: Ty mi chcesz w zęby zaglądać? A co ja, koń darowany?
Mrówka się uśmiecha.
Szymon: Ale nie tak. Tak szeroko, z zębami.
Mrówka: Ty mi chcesz w zęby zaglądać? A co ja, koń darowany?
13.06.2016
Zapach
Po przebudzeniu we
włosach odkrył zapach perfum. Dmuchnął na kosmyk opadający mu na
twarz i uśmiechnął się sam do siebie, po czym sturlał się na
podłogę i przeciągnął, aż coś złowieszczo zatrzeszczało w
biodrach. Sięgnął po telefon i znów się uśmiechnął. Czuł się
trochę jak zdrowo jebnięty pajac, ale nic sobie z tego nie robił i
z uśmiechem na twarzy podreptał zaparzyć pierwszą kawę. W kuchni
mina mu zrzedła i z małego gołąbka pokoju przeistoczył się w
Charlesa Mansona rządnego krwi i ofiar. Trzaskał wszystkim, co mu
wpadło w ręce. Jeden worek śmieci wyniósł pod drzwi jednego
współlokatora, drugi postawił pod pokojem drugiego. Znalezioną w
zlewie torebką herbaty, oblepioną okruchami i innymi farfoclami,
cisnął przez cały korytarz, aż plasnęła o drzwi Pimpusia
Sadełko, po których zjechała na podłogę zostawiając za sobą
ślimaczy ślad. Wyjął z szafki mleczko do czyszczenia i szorował,
szorował, szorował, aż pidżama w króliczki zrobiła się mokra
od piany rozpryskującej się we wszystkich kierunkach. Miss Mokrego
Podkoszulka, kurwa mać, tylko dłoni nie mogę nikomu pokazywać, bo
zniszczone detergentami, pomyślał i podetknął sobie pod nos
pasemko włosów, które wymsknęło się z ciasno związanego
kucyka. Sama chemia. Po zapachu perfum nie było już prawie śladu.
Zniknął. Przez chwilę zastanawiał się czy ich właściciel też
zniknie z jego życia, jak to zazwyczaj bywa z facetami i ile czasu
mu to zajmie?
Ile razy można
zaczynać żyć od nowa? Aż wreszcie się uda? Aż trafi się w
odpowiednie trybiki? Tylko skąd brać na to siłę? Coś w środku
wstrzymuje oddech w podekscytowaniu i szepcze, że trzeba wciąż
próbować. A później pojawia się myśl, że chciałby umrzeć w
dniu, w którym spadnie pierwszy śnieg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)