18.09.2021

Poszukiwania

Zaniedbałem to miejsce, bo myślałem, że już go nie potrzebuję. Myślałem, że  poszedłem naprzód i opowiadanie o bzdurach codzienności to dziecinada, a przecież jestem już w takim wieku, że powinienem sam ogarniać swoje życie. Za niecałe dwa miesiące skończę 38 lat. Pierwszy blog powstał, gdy miałem 25. Byłem szczeniakiem po uszy zakochanym w byłym facecie. Chłopcu w sumie, który zostawił mnie dla spokojnego życia z kobietą i posady nauczyciela w mały miasteczku, gdzie bycie gejem...zupełnie jakby przewidział, że na tronie edukacji zasiądzie Czarnek. Myślałem, że 2005 rok to apogeum, że gorzej już w tym kraju nie będzie. W tak wielu sprawach się myliłem.

Wtedy jeszcze miałem rodzinę. Matkę, która się przejmowała. Siostrzenicę, którą kochałem ponad wszystko. W międzyczasie znów zakochałem się po uszy. A później straciłem wszystko i wszystkich. Został tylko kot. Życie okazało się trudniejsze niż przypuszczałem i choć kilka razy próbowałem się z niego wymiksować to wciąż tu jestem.Ostatnio obejrzałem Madame Butterfly i przypomniał mi się chłopak, którego przez to miejsce straciłem nim go na dobre poznałem. Tak myślałem, ale to nie blog przecież był powodem, tylko ja i to, co tu napisałem, mój brak wiary w przejście z wirtualnej rzeczywistości do realnego życia. Minęły lata, a ja wciąż pamiętam, jak dobrze się z nim bawiłem na wyimaginowanej karuzeli, jakie pytania mi zadawał i jak łatwo mi na nie było odpowiadać. Nie pamiętam jak miał na imię, ani jak wyglądał, ale wciąż tęsknię za tym, jak się wtedy czułem. Czasami szukam tych emocji na randkowych portalach, ale już ich nie jestem w stanie odnaleźć. Teraz wszyscy chcą tylko szybkiego seksu bez uprzedniego uwodzenia słowami - dostajesz zdjęcie fiuta i albo w to wchodzisz albo spierdalaj. 

Zatęskniłem za tym miejscem, bo musiałem się przeprowadzić. Straciłem dom, który pamiętał moje życie, moich bliskich, którzy odeszli, moje szczęśliwe chwile. Jestem w nowej przestrzeni, w której próbuję się odnaleźć, ale zupełnie mi to nie wychodzi. Nie potrafię oswoić tego miejsca. Mam ochotę wrócić do tabletek, choć to już prawie rok na trzeźwo.

20.12.2020

no i chuj

 

Nie udały mi się dziś pierogi. Rozpadały się w rękach, tak jak rozpada mi się ciągle życie. Nie potrafię przeskoczyć na wyższy poziom. Ręce mi się trzęsą. Tracę stabilność. Chyba nie potrafię nawiązywać normalnych relacji z ludźmi. Zawsze prosiłem o akceptację. Błagałem o odrobinę miłości. Swoją służalczością i gotowością prowokowałem ludzi, mogli przychodzić i odchodzić, wracać i znów odchodzić. Przepraszałem. Pozwalałem robić sobie bajzel z życia, burdel w głowie. Tylko dlaczego prędzej czy później każdy odchodzi? Jak bardzo zjebany jestem? Jak bardzo nie potrafię zadbać o komfort innych? Jak wielu ludzi skrzywdziłem? Jak bardzo zepsuty jestem? Ilu osobom dziś mógłbym powiedzieć wypierdalaj, bo mnie niszczysz? Ile osób kocham? Czy choć jedna z nich kocha mnie? A ile osób mogłoby dziś mi powiedzieć wypierdalaj, bo mnie niszczysz? Czy matka choć przez chwilę o mnie myślała umierając? Jestem egoistą. Pierdolonym chujem. A na to nie ma magicznych tabletek. Nie da się zapomnieć, gdy się wszystko niszczy, gdy wokół ciągły rozpad, gdy nie ma na kogo liczyć.

Czasami oglądając mądre filmy czy czytając popadam w zachwyt nad rodzinami, w których matka czy ojciec uczą swoje dzieci życia, tłumaczą świat, dają rady, wspierają. Moja matka przekazał mi dwie swoje mądrości, które zapamiętałem do dziś – nie czytaj przy jedzeniu, bo będziesz miał głupią żonę i nie trzymaj rąk w kieszeniach, bo się wypierdolisz i pysk zedrzesz na chodniku. Jakże życie mi ta prastara rodzinna wiedza ułatwiła.

24.07.2020

Ich bin ein schmetterling, ich werde morgen sterben


Ich bin ein schmetterling, ich werde morgen sterben
Obejrzałem film i coś się we mnie zepsuło, bo nie byłem gotowy na wspomnienia.
Któregoś dnia przyszedł z Kulką. Zaproponowałem drinka, bo akurat piłem jednego z tych różowych, które były w tym okresie moją kolacją. Został na noc, a następnego dnia wprowadził się na dwa tygodnie. Wiedząc, że nie mamy czasu upijaliśmy się dwa razy dziennie. Paliliśmy zioło i tańczyliśmy do rana. Rozmawialiśmy o wszystkim i o wszystkim milczeliśmy. Nigdy wcześniej nie pokochałem nikogo tak szybko i tak intensywnie. Potrafił brać od życia to na co miał ochotę i nie oglądał się za siebie. Był wolny tak, jak ja nigdy nie potrafiłem. Bez wyrzutów sumienia. Bez zastanowienia. Lubiłem gdy mnie budził, bo nie mamy czasu na spanie, bo niedługo wyjeżdża, bo nie można doby rozciągnąć, a jemu wciąż mało i chce więcej i więcej i ile tylko się da. Później uczył mnie oddychać, gdy się dusiłem i zachłannie łykałem tabletki żeby świat mi nie wirował z nadmiaru emocji i przerażenia. Mówił mein Schatze, dlaczego nie spotkaliśmy się wcześniej? Bywaliśmy w tych samych miejscach, siadaliśmy przy tych samych stolikach, zawsze się mijaliśmy. Wyjechał. Codzienne telefony były wszystkim. Gdy pojawił się po kilku miesiącach poznałem jego chłopaka. Całkiem miły człowiek.

7.12.2019

Głupie to, ale tęsknię.

5.09.2019

Takie nic


Czasami szukam jeszcze w sobie słów, historii, które chciałbym opowiedzieć, ale niewiele tego. Bo cóż się dzieje w tym mrówczym świecie? Niemalże nic. Po 20 latach wegetarianizmu powoli przechodzę na weganizm, by żyć w zgodzie z samym sobą. W tym celu też podziękowałem P. za przyjemnie spędzony czas i życzyłem powodzenia na dalszej drodze życia, bo to co było między nami sensu żadnego nie miało. Bycie z kimś kogo się nie kocha do niczego nie prowadzi, a jedynie jest próbą przekłamania rzeczywistości.
Wiodę zatem żywot pojedynczy, wieczory spędzam z kotem i książkami, a od czasu do czasu z kimś piwo czy kawę wypiję. Alkohol bardzo ograniczyłem a i diabelskie ziele coraz rzadziej gości na salonach. Żyję niemalże w trzeźwości, choć ze stałą dawką psychotropów szusujących we krwi, które sprawiają, że świat jest do zniesienia, ale zbyt wiele od niego nie oczkuję.
Zaklepałem urlop w Krakowie i już przebieram nóżkami i zastanawiam się, jakie książki zabrać i czy dwie na tydzień wystarczą. No ale przecież tam też są księgarnie i w razie potrzeby coś kupię, choć z tym kupowaniem to chyba przesadzam, bo w sierpniu wyszło 27 sztuk, a od 1 września już ponad 10 zamówiłem. Coś sobie tym rekompensuję? A może mnie zwyczajnie popierdoliło? Chuj z tym. Ważne, że sprawia mi to przyjemność.
Przyjemność również wciąż sprawia mi palenie, choć czasami przez tydzień nie tykam paczki, by później ze zdwojoną siłą zaciągać się kilkoma papierosami pod rząd. Palenie stało się niepopularne i wciąż słyszę, że mam się przerzucić na elektroniczne patyczki. A takiego wała. Lubię zapach dymu, zwłaszcza w deszczowe dni, na mokrym ubraniu. Coś mi ten zapach przypomina, coś dobrego, choć nie pamiętam co. Straszenie rakiem też nie pomaga, bo na coś trzeba będzie umrzeć przed emeryturą, a czy to będzie rak, czy wypadek, czy zamarznięcie zimą w lesie…co za różnica.