16.06.2012
14.06.2012
dzień 2
Zamiast spaceru Piotr wymyślił automobilową wycieczkę.
Mrówka wymyślił spontaniczne oddanie krwi.
Został zdyskwalifikowany. Nawet krew do niczego się nie nadaje.
Piotr trzymając mrówczą dłoń powiedział: Będzie dobrze. Mrówka pomyślał: Gówno prawda! Powiedział: Wiem, Piotruś, wiem.
Mrówka wymyślił spontaniczne oddanie krwi.
Został zdyskwalifikowany. Nawet krew do niczego się nie nadaje.
Piotr trzymając mrówczą dłoń powiedział: Będzie dobrze. Mrówka pomyślał: Gówno prawda! Powiedział: Wiem, Piotruś, wiem.
Z lasu [dzień pierwszy]
Na poddaszu czekało pojedyncze, niskie łóżko i stara ulubiona śnieżno biała pościel w kolorowe gwiazdki i księżyce. Ileż to razy otulał się tą pościelą, by wypocić z siebie kochanków, ważnych chłopców, by wyśnić miłość, by o miłości zapomnieć.
Nie zmywając z siebie podróży zrzucił na drewnianą podłogę ubranie i wślizgnął się pod dobrze znane konstelacje wyblakłych nieco już barw. Myślał.
Nie, o miłości nie można zapomnieć, można ją ukołysać, można ją trochę w sobie wygłuszyć upychając w klatce żeber watę cukrową utkaną z cudzych słów zaczytywanych książek. A może to szklana wata i dlatego tak boli. Wbija się w płuca i czasami nie pozwala oddychać.
W książkach można znaleźć siebie, znaleźć siebie, znaleźć siebie, znaleźć siebie, pulsowało nieznośnie w głowie… a ja siebie zgubiłem, więc szukam jak opętany, przewracam strony, pochłaniam tomy i odnajduję fragmenty chłopca, którego znałem, ale którego nie ma już, bo pojawił się mężczyzna, który w nic nie wierzy, i wierzy we wszystko, bo przecież chłopiec jest gdzieś na krańcu pamięci, jest w słowach schowany, szczelnie odgrodzony od świata zasiekami z przecinków, dwukropków, myślników, wykrzykników, pytajników.
Leżał pod gwiazdkami i myślał. Próbował zasnąć, ale wszystko mu się kręciło, nie wiedział, o co chodzi i jak sobie poradzić z tą niewiedzą. Zauważył ostatnio, że ma niespodziewane napady, wybuchy rozszalałych emocji, które trwają zaledwie kilka sekund. Jest wtedy szczęśliwy, szczęśliwy do granic, zrywa się z miejsca i chciałby krzyczeć, ale po chwili wszystko znika, a chęć krzyku zamiera, tak jak on zamiera zdziwiony, że coś poczuł tak intensywnie.
Wstał, otworzył okno i zapalił papierosa. Tak, paląc myśli ma się ciekawsze. Gdzieś po drugiej stronie wyobraźni ujrzał Chłopca i tlącą się w nocy latarnię drugiego papierosa w innym oknie. Chłopca gaszącego niedopałek w pudełku po cukierkach. Uśmiechnął się i pomyślał, że Przyjaźń to bardzo pojemne pojęcie, zmieści w sobie wszystko, nawet obcych sobie ludzi, którzy oswajają się latami, by być może nigdy się nie spotkać, a jednak poznać się na odległość wirtualnych nitek, zaplątanych w sieci uśmiechów i słów, które mówią wszystko i nic, bo każdy z nas jest Tajemnicą.
Zgasił papierosa w pękatym brzuszku porcelanowej popielniczki i wracając do łóżka zauważył na szafce obok bukiet rumianków, chabrów i kłosów. Poczuł się jak w bajce… domek na skraju lasu, stara studnia, specyficzny zapach drewna, książek i staroci. Tak jak sobie wymarzył, tylko zupełnie odwrotnie, bo chatka nie jego, w salonie na dole nie krząta się Miłość Jego Życia, która tulić go miała do snu mruczandami, głaskaniami, całowaniami, pościelowymi zapasami, tylko Piotr, odwieczny towarzysz niedoli.
12.06.2012
Postanowienia po meczu
Chwalić Neptuna i spieprzać do lasu skoro świt. Najbliższe tygodnie w dzikiej dziczy.
Adiosz Amigosz.
Adiosz Amigosz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Zdj%C4%99cie005.jpg)