3.07.2011

Together

Mrówka wciąż nie może sobie darować, że przegapił kwietniowy koncert.

Atak


Czasami Mrówka ma wrażenie, że mógłby Majne Szwester udusić własnymi rękoma. Kilka godzin z nią wypala totalnie i na nic człowiek nie ma sił. Zwykłe rozmowy stają się katorgą, a Mrówka czuje się jak ofiara losu. Wszystko, co robi, robi źle. Wszystko, co mówi, jest głupie. Wszystkie plany nie maja sensu. Wieczny atak. Nawet mrówcze spodnie są za długie.
Dopiero, gdy wraca do domu i siada na balkonie z zimnym piwem, tłumaczy sobie, że tak już być musi, że to starsza siostra, która chce dla niego jak najlepiej, tylko też nie radzi sobie z okazywaniem emocji. Kto miał ich nauczyć? Robią to tak, jak potrafią.
Mrówka już kiedyś to mówił, kocha ją, ale czasami bardzo jej nie lubi.

2.07.2011

Festiwal uśmiechów


Uśmiechasz się, a twoje mlecznobiałe zęby wydostają się na świat nagie, więc po chwili  chowają się za wargami, jak gdyby zawstydzone nagością. Jesteś szczęśliwy. Da się to szczęście wyczuć, gdy bacznie przyjrzeć się kącikom ust. Szczęście ukryte na dnie oczu i w duszy.
Jest cicho. Słychać tylko wasze oddechy. Leżycie rozciągnięci na podłodze. Kłębowisko dzikich spojrzeń i uśmiechów.
Leżycie, jak gdyby czegoś nasłuchując. Każdy rozstrzyga swój świat w skupieniu. On wydaję się być zamyślony. Może próbuje zrozumieć to, co się właśnie dzieje. Ty myślisz nad słowami, które kiedyś przeczytałeś w książce, która cię uwiodła. „(…) oderwawszy się od drugiej istoty, leżąc na wznak, odzyskuje się swój rytm, jest się wtedy bardzo samotnym, bardzo dalekim człowiekiem i pragnie się być w innym miejscu albo zapalić papierosa, albo pomyśleć o Bogu(…)”.
Nie, nie czujesz się samotny. Zapewne nie w tej chwili.
Wzrok dotyka twojego ciała jakby utajoną pieszczotą. Nie przestajesz się uśmiechać, choć przez chwilę masz wrażenie, że uśmiech ten ma w sobie coś z przymusu, jednak rodzi się na dnie serca, więc nie może być sztuczny. Opierasz dłonie i brodę na kolanach. Przyglądasz się jego twarzy i masz wrażenie, że twarz ta nie posiadała tak pięknego uśmiechu jeszcze nigdy, ani wtedy, gdy się poznaliście, ani przy pierwszym pocałunku, ani nawet wtedy przy stole w Miasteczku. Drżą mu usta. Przyglądasz się jego twarzy, przepastnym i ciemnym jeziorom oczu, horyzontowi warg. Mógłbyś zniknąć za tym horyzontem na zawsze, myślisz sobie, ale przecież dla ciebie zawsze nie istnieje, a może istnieje, zaczynasz się wahać. Ale zawsze jest czymś, w co nie chcesz wierzyć, tak jak w śmierć.
Jest ciepło, spokojnie, przyjemnie i bezpiecznie. Napięta sytuacja rozmyła się w czasie, choć na jego dnie mieszka strach. Nie myślisz o tym, masz drobne palce, którymi lubisz dotykać jego ciepłej skóry. Czujesz wtedy czasami, że zamiast dłoni masz rozkwitające pąki kwiatów. I pod dotykiem płatków palców, drugie ciało drży.
W takich chwilach myślisz, że człowiek nie może być zły. Myślisz, że zło nie istnieje. Może dlatego od kilku miesięcy nie czytasz gazet, nie oglądasz wiadomości. Wolisz kryć się za murem nieświadomości, ale przecież codziennie w pracy widzisz zło, stykasz się z nim i nie możesz się nadziwić, że ono istnieje, że jest tak namacalne, że dostrzegasz jego ślady w niewinnych twarzach.

1.07.2011

You Go To My Head

Śniadanie u Tiffany'ego


(…) A nie wolno oddawać serca dzikiemu stworzeniu. Im bardziej je kochasz, tym ono staje się mocniejsze. Aż wreszcie jest dość silne, by uciec do lasu. Albo pofrunąć na drzewo. Potem na wyższe drzewo. A potem w niebo. I tak pan skończy panie, Bell. Jeśli pan sobie pozwoli kochać dzikie stworzenie. Skończy pan na patrzeniu w niebo.
[ T. Capote – Śniadanie u Tiffany’ego]